Contact

Sztuka czasów pierwotnych cz.5

prehistoria, sztuka

Artysta pierwotny pragnął najwidoczniej oddać w ten sposób wszystkie fazy ruchu lub — połączyć w jednym obrazie wiele migawkowych zdjęć. Lecz człowiek pierwotny i na tym nie poprzestał. Wyobraźnia zmuszała go do wdzierania się w sedno rzeczy. Dlatego też przedstawiając węża, który karmił się
rybami, ukazał też całą zawartość jego żołądka: liczne ryby, które to żarłoczne
stworzenie pożarło. Rysował słonia, którego serce widoczne było poprzez po
krywę skóry: strzałę można więc było wymierzyć prosto w serce zwierzęcia.
Rysownik wyobrażał sobie równomierne uderzenia tego serca i nie mógł powstrzymać się od pokazania go również na swych rysunkach. W ciemności i ciszy półmrocznych jaskiń zabawiał się człowiek wymyślonym polowaniem: za cel służyły
mu wizerunki zwierząt, jakich zapewne pozazdrościć mógłby mu każdy współczesny artysta. Strzelał do nich z łuku i najwidoczniej był całkowicie przekonany,
że w ten sposób zapewnia sobie pomyślne łowy. Tu szczególnie wyraźnie widzimy
cel tych wizerunków..
Cóż przedstawiają te niezliczone ścienne obrazy w jaskiniach z czasów pierwotnych ? Gdy w 1879 roku archeolog Santuola pierwszy znalazł w północnohiszpańskich jaskiniach malarstwo ścienne, nikt nie chciał wierzyć, że dzieła te pochodzą
z tak dawnych czasów, i zaczęto podejrzewać badacza o oszustwo. Później jednak
odkryto w innych jaskiniach podobne obrazy na ścianach i wątpliwości na temat
ich autentyczności znikły. Potraktowano te artystyczne zdolności człowieka pierwotnego z uznaniem: jedną z jaskiń, szczególnie bogatą w piękne, ścienne rysunki, nazwano nawet „Kaplicą Sykstyńską”.
Z chwilą gdy badacze odkryli cel tych prac i związane z nimi ryty, pozbawiono
pierwotnego artystę jego nimbu: zaczęto mu odmawiać jakiegokolwiek poczucia
estetyki i zrównano go z czarownikami, którzy swoimi obrzędami chcieli jedynie
zapewnić pomyślny rezultat łowów. Ale nawet zwolennicy tzw. teorii magii
musieli, mimo wszystko, uznać wysoką wartość artystyczną tych ściennych
malowideł i rzeźb.
Gdy oglądamy te dzieła, nie przychodzi nam z łatwością rezygnacja z własnych
poglądów na sztukę. Już sam sposób naszego myślenia jest absolutnie niepodobny do myśli człowieka pierwotnego. Skłonni jesteśmy przypisywać decydujące znaczenie jednej tylko jakiejś właściwości i według niej oceniać całą sztukę
tego okresu jako logicznie z niej wynikający system. Ale cel tych najstarszych
zabytków sztuki bynajmniej nie został jeszcze w pełni wyjaśniony; oryginalność
ich polega właśnie na tym, ze zmieszane są w nich wszelkie możliwe elementy
i ze pomniki te, stworzone przez człowieka, rozmaitością swoją odpowiadają jego
różnorodnej działalności.
Nie możemy z całą pewnością stwierdzić, w jaki sposób powstała sztuka. Twórczość
artystyczna wynikała zapewne z jakiejś nieartystycznej działalności człowieka.
W trakcie historii nowe zjawiska często powstawały w podobny sposób: chemia
z alchemii, astronomia z astrologii. Należy jednak przypuszczać, że już w owej
nieartystycznej działalności ludzkiej istniały zadatki, z których mogła się rozwinąć
sztuka.

Kogut, rzeźba w kości, paleolit

Kogut, rzeźba w kości, paleolit

Okres dawnej epoki kamiennej jest niejako okresem świtu, okresem, w którym w ciemności, jaka otaczała ludzi, zaczynają się zarysowywać kontury poszczególnych przedmiotów. Podstawą egzystencji człowieka było przywłaszczanie, wykorzystywanie gotowych dóbr naturalnych dla zaspokojenia własnych potrzeb
Stąd też wiele narzędzi człowieka pierwotnego nie zostało stworzonych przeniego, lecz przez przyrodę. I trudne nieraz, a nawet niemożliwe jest przeprowadzenie ścisłej granicy pomiędzy produktem przyrody a dziełem rąk ludzkich.

Posążek kobiety, paleolit

Posążek kobiety, paleolit

Człowiek pierwotny żył w jaskiniach lub naturalnych rozpadlinach skalnych
ubierał się w skóry zwierzęce, wydrążone melony służyły mu za naczynia, muszle i barwne pióra ptasie za ozdoby, ości rybich używał jako igieł. Najważniejszym jego narzędziem była ręka, której siłę wzmocnił później odłamkiem ostrego krzemienia Najwidoczniej i sztuka powstała ze swoistej interpretacji form naturalnych, które się przypadkowo do tego nadawały.
Nawet w naszych czasach ludzie szukają w zarysach Alp sylwetki drzemiącego
Napoleona, lecz porównanie takie jest dla nich jedynie zabawą. Człowiek pierwotny stawiał w ten właśnie sposób pierwsze kroki w dziedzinie twórczośc
artystycznej. Osobliwie ukształtowane kamienie napełniały go zdumieniem. Przypominały mu grupę żywych ludzi i skłaniały do dalszej obróbki i dopełniania dzieła przyrody, tak jak to widzimy dziś jeszcze na nie dokończonych posągach na Wyspie Wielkanocnej. Jakiś przypadkowy występ skalny w jaskini pobudzał
wyobraźnię pierwotnego człowieka i wydawał mu się w półmroku jakby linią
grzbietu pasącego się byka. Dorysowywał do niej rogi i nogi i tworzył w ten spoób obraz. Podobny proces zaobserwować możemy w rzeźbach z epoki paleolitu, gdzie jakiś napotkany niezwykły kształt dawał ludziom okazję do wyrzeźbienia wizerunku w kości. To przekształcanie tworów naturalnych w łatwe do rozpoznania przedmioty nie jest bynajmniej dowodem bezradności i słabości człowieka
pierwotnego, zawiera natomiast zadatki prawdziwej twórczości artystycznej.
Człowiek pierwotny nie ograniczał się do przywłaszczania sobie bogactw ziemi opanowywania natury za pomocą tych obrazów. W niektórych wypadkach wizerunki te służyły także jako znaki pisarskie do przekazywania wiadomości.
Z najstarszych rysunków i rzeźb powstały amulety i skarabeusze starego Egiptu, podobnie jak i całe pismo obrazkowe — hieroglify. Lecz dzieła te sporządzane przez
człowieka pierwotnego zawierają coś więcej jeszcze niż to, co byłoby potrzebne
do wywierania tajemnego wpływu lub wykorzystywania ich do przekazywania
wiadomości.
Głębokie przekonanie, że kawał kamienia jest żywym zwierzęciem, idea identyczności przedmiotu i jego naśladownictwa były punktem wyjścia artystycznego
przedstawiania zjawisk przyrody. Trudno dzisiaj ustalić, gdzie kończyła się magia
a zaczynała sztuka, co należy uważać jeszcze za działalność praktyczną, a odkąd
zaczyna się twórczość artystyczna. Nieprzypadkowo u szczepów amerykańskich
praca i taniec rytualny określane są tym samym słowem. Pradawne wizerunki
i rytualne czynności zawierały przecież więcej ponad to, co było konieczne do
prostych, magicznych obrzędów. Obok wyobrażeń pierwotnego łowcy wyraża
się w nich zdolność do wybierania spośród różnorodnych znamion tego, co
istotne, i wypełniania prostej formy ładem i rytmem.
Najstarsze rzeźby, przedstawiające człowieka w postaci niekształtnej kobiety,
ironicznie nazywanej „Wenus”, posiadały znaczenie kultowe. Kobieta cieszyła
się wielkim szacunkiem, uważano ją za tajemniczą opiekunkę łowów. Nieruchoma
poza, przesadnie zaznaczone piersi i obfite biodra tych statuetek wskazują, że
oddawano im cześć boską. W tych z grubsza przecież tylko ociosanych figurach
zdumiewa jednak wyrazistość modelowania, plastyczne stopniowanie i rytmiczne
powtarzanie kształtów. Wszystkie te cechy sprawiają, że są one doskonałymi
dziełami sztuki.
Nic dziwnego zresztą, że mimo starań badaczy nie potrafimy sobie dzisiaj wyobrazić zasięgu i rozwoju sztuki dawnej epoki kamiennej równie jasno, jak rozwoju
sztuki w okresach późniejszych. Przyczyną tego — poza brakami w zespole zachowanych zabytków — jest także fakt, że twórczość artystyczna ludzi pierwotnych nie prowadziła do ukształtowania się stałych tradycji. Z pokolenia na pokolenie przekazywano niewiele. A te plemiona, które w dziedzinie sztuki osiągnęły
szczególne zasługi, za każdym razem rozpoczynały jej rozwój od początku.
Badanie istniejących zabytków pozwala nam mimo to wysunąć wniosek o wielkiej
różnorodności dzieł sztuki wśród najstarszych plemion łowieckich. Czołowe miejsce zajmują pośród nich ludy, które zamieszkiwały południową Francję i północną
Hiszpanię. Tam właśnie zachowała się większość jaskiń ozdobionych obrazami,
tam również wykopano największą ilość zabytków prehistorycznych. Zresztą
również i na Wschodzie mamy zabytki podobne do zachodnioeuropejskich;
zwłaszcza w Związku Radzieckim znaleziono wiele posążków przedstawiających
kobiety lub zwierzęta oraz — w Syberii i w Karelii — rysunki na skałach.
Sztukę dawnej epoki kamiennej dzielimy zazwyczaj na okresy nazywane od
miejsc, w których znaleziono zabytki. Okres oryniacki (aurignacien) obfituje
szczególnie w rzeźby, przedstawiające głównie postaci kobiece. Mniej bogaty
w artystyczne znaleziska jest okres solutrejski: powstawały wówczas przede
wszystkim rysunki i reliefy na skałach. Okres magdaleński (magdalenien) charakteryzuje ponowny rozkwit twórczości artystycznej: należą do niego najlepsze dzieła sztuki pierwotnej, a zwłaszcza malowidła znajdujące się w słynnych jaskiniach Altamiry w północnej Hiszpanii i w Font-de-Gaume w południowo-zachodniej Francji.

Walka, malowidło skalne koło Morella la Villa, Hiszpania Tancerki, malowidło skalne w górach Hoggar, Sahara, neolit

Walka, malowidło skalne koło Morella la Villa, Hiszpania Tancerki, malowidło skalne w górach Hoggar, Sahara, neolit

Do tegoż okresu należy zapewne zaliczyć, odkryte dopiero w 1940  roku, z zadziwiającą swobodą naszkicowane konie i woły z groty w Lascaux. Nie
mamy wprawdzie powodu do wyobrażania sobie, że okres magdaleński jest logicznym zamknięciem i zarazem szczytowym punktem rozwoju sztuki pierwotnej
w kierunku realizmu; w każdym jednak razie stwierdzić możemy bez przesady, że
mieszkańcy tych miejscowości mieli niezwykłe zdolności artystyczne.
Inne właściwości sztuki paleolitu ujawniają się w nieco późniejszych malowidłach
ściennych w Hiszpanii, wykonanych w jednym, przeważnie czerwonym kolorze,
nakładanym równomiernie, bez śladu prób modelowania. Znacznie więcej niż
starsze rysunki mówią nam one o życiu ówczesnych ludzi, o ich polowaniach
i o wojnie. Na jednym z owych ściennych obrazów widzimy długonogiego człowieka, który wspiął się na drzewo i podbiera miód dzikim pszczołom, krążącym
wokół niego. Chcąc całe to wydarzenie uczynić zrozumiałym, nadano pszczołom
przesadną wielkość w stosunku do człowieka.
Życie przedstawione na tych malowidłach nie jest bardzo dynamiczne już choćby
dlatego, że wszystkie postacie narysowane zostały jako sylwetki. Lecz pewna scena walki, mimo schematycznego za pomocą kresek ukazania ludzi, jest zdumiewająco żywa. Nie warto nawet zaznaczać, że postaci wydają się płaskie, samo
zaś zdarzenie pokazane zostało z lotu ptaka — tak dalece podniecająca jest siła
owego starcia, tak porywające i pełne namiętności zdecydowanie, z jakim ludzie
ci zmuszeni zostali do walki przez twarde prawo instynktu samozachowawczego —
podstawę ludzkiej egzystencji.
W północnej i południowej Afryce odkryto niedawno rysunki skalne, zbliżone do ściennych malowideł w Hiszpanii. Znajdują się wśród nich trzy sylwetki tańczą-
cych postaci, zasługujące na szczególną uwagę dzięki wyrażonemu w nich poczuciu rytmu. I mimo silnej stylizacji rysunku — ruchy ich są tak wyraziste, że
nawet w późniejszych okresach trudno spotkać podobne. Jeden rytm ogarnia
wszystkie trzy postaci, wyraża się jednak w różnych wariantach. Postać z lewej
strony wydaje się najbardziej nieokiełznana, druga — stoi na jednej nodze, jakby
zastygła w bezruchu, trzecia, z ciałem odrzuconym do tyłu, biegnie za towarzyszkami. Na innym afrykańskim rysunku skalnym wyraźnie rozpoznajemy przyczajone
giętkie ciała dwóch młodych tancerek. Na widok tych rysunków, tego spontanicznego rytmu, zaczynamy pojmować, dlaczego tańce dzikich plemion wywierały
później tak silne wrażenie na Europejczykach.

No Comments

Sztuka czasów pierwotnych cz.4

prehistoria, sztuka

Rysunkom okresu pierwotnego odpowiadały zapewne określone formy mowy. W niektórych językach przetrwały one jeszcze do późniejszych czasów. Na przykład Chińczycy zamiast „ludzie” mówią — „człowiek-człowiek”.

Jelenie przechodzące bród, rzeźba w kości, paleolit

Jelenie przechodzące bród, rzeźba w kości, paleolit

Człowiek pierwotny nie wyobrażał sobie stada jako zbiorowej jednostki, lecz rysował bezładnie mnóstwo zwierząt, jakby chciał wyliczyć je po kolei. Jedynie w scenach rytualnych, które również występują już w owych czasach, zwierzęta ustawiane były szeregami w porządku symetrycznym. Chcąc ukazać więcej przedmiotów na małej przestrzeni, człowiek pierwotny zmuszony był z braku miejsca do zastanawiania się nad ich rozmieszczeniem. Szczególnie charakterystyczny dla tych prób artystycznych jest rytualny rysunek na kości Jelenie przechodzące bród. Niestety kość nie zachowała się całkowicie, podziwiać jednak należy mistrzowskie ukazanie starego jelenia, oglądającego się na pościg. Najwidoczniej brak miejsca zmusił artystę do przysunięcia rogatego jelenia tak blisko do zwierzęcia znajdującego się w przodzie. Aby zaś zaznaczyć, że wszystko to odbywa się w wodzie, wyrysował ogromne ryby. Takie przedstawianie żywiołu poprzez zwierzęta, które go niejako ucieleśniają, spotykać będziemy również w późniejszych czasach. Ryby wypełniają pustą przestrzeń między nogami zwierząt, ale jedna z nich przecina się z nogą jelenia znajdującego się na czele; połączone tu więc zostały różne zasady układu: wypełnienie pustej przestrzeni postaciami, przeciwstawienie sobie postaci, rozciągnięcie ich w jednej linii i w końcu umieszczenie na dwóch różnych płaszczyznach. Dar obserwacji człowieka pierwotnego był niezrównany. Usiłował on nie tylko
odtworzyć zarysy poszczególnych zwierząt, lecz także uchwycić ich szybkie ruchy. Godny uwagi jest fakt, że na niektórych rysunkach rytualnych zwierzęta posiadają większą liczbę nóg nie dwie pary, podobnie jak — znacznie później poeci Wschodu określać będą konie jako “sześcionogie”.

No Comments

Sztuka czasów pierwotnych cz.3

prehistoria, sztuka

W tych czasach człowiek uznał już swoją wyższość nad zwierzętami. „Oko orła widzi znacznie dalej niż oko człowieka, ale oko człowieka ogarnia znacznie więcej rzeczy niz oko orła.” Te słowa Engelsa odnieść można również do naj-dawniej żyjących ludzi. Później, wraz z rozwojem kultury, artysta będzie musiał wytężać wszystkie   siły,    aby   wyzwolić się z różnych przesądów. Lecz dla pierwotnego myśliwego trudności te nie istniały. Widział świat w całej jego pierwotnej sile i krasie i po raz pierwszy postanowił powierzyć rysunkom na skalnej ścianie bogactwo swych wrażeń. Stąd właśnie czarująca świeżość jego obrazów, wolna od wszelkich uprzedzeń, dobrych i złych, i niezwykła różnorodność przy rozwiązywaniu tego samego tematu.
Zapamiętał sobie postaci bizonów w najrozmaitszych pozach. Widział, jak stały dziko wpatrzone w jeden punkt, jak leżały podkuliwszy pod siebie krótkie nogi, rozglądając się wokół wielkimi oczami. Szczególnie żywy wydaje się zachowany rysunek ryczącego bizona z podniesionym łbem, wyciągniętą szyją uniesionym ogonem i potężnym tułowiem. Oczom naszym ukazują się różne zwierzęta, które żyły w Europie w epoce kamiennej. Widzimy północne, olbrzymie jelenie o rozgałęzionych rogach, usiłujące znaleźć pożywienie pod pokrywą śniegu, stada dzikich koni, daniele i niezgrabne niedźwiedzie.
Naturalnej wielkości obrazy malowane były prostymi farbami ziemnymi - ochrą, manganem i węglem - wprost na ścianach jaskiń. Najpierw rysowano kontury, a   później    nanoszono   farby.
Lecz człowiek pierwotny próbował swych sił nie tylko w monumentalnym malarstwie, rzeźbił także małe figurki z kamienia i z kości upolowanych zwierząt. Nie wiemy dokładnie, jaki rodzaj przedstawiania uprawiano najpierw; kwestia; czy pierwsze istniało malarstwo czy rzeźba, pozostała do dziś jeszcze nie wyjaśniona. Niewątpliwie jednak człowiek pierwotny odnosił sukcesy w obu tych dziedzinach. Posiadał niezwykle rozwinięte wyczucie istoty rzeczy. Ukazując w kamieniu postać konia, ujmował przede wszystkim główne kształty jego ciała: krągły zad, walcowaty kadłub, wyciągniętą szyję i łeb, a więc wszystkie miękkie formy w ich subtelnych odcieniach i zaokrąglonych konturach. Powierzchnia ciała tego zwierzęcia została pokryta delikatnymi żłobieniami, mającymi przedstawiać kudłatą sierść dzikiego konia. W rysunkach na kości człowiek pierwotny odtwarzał za pomocą zamaszystych, szerszych lub cieńszych linii zarysy tych zwierząt, które wydawały mu się ważne - od mamuta i bizona poprzez dziki, łabędzie, węże, zające i  kuropatwy.
Specyficzne cechy tych rysunków uniemożliwiają porównywanie ich ze sztuką nowożytną. Zwraca na przykład uwagę brak związku przedstawianych zwierząt między sobą nawzajem i z otaczającą je przestrzenią. Człowiek pierwotny przejawia już wprawdzie w stosunku do poszczególnych przedmiotów niezwykłą ostrość spojrzenia, lecz nie potrafi jeszcze dostrzegać dwóch albo trzech przedmiotów równocześnie. Wyobraża sobie owe zwierzęta bardzo żywo, lecz z chwilą gdy odczuwa potrzebę sporządzenia nowego rysunku, nie zwraca już uwagi na dawniejsze, istniejące na ścianie pieczary. Rysunki są często umieszczone po prostu obok siebie lub nawet się pokrywają. Wszystko to świadczy, ze ludzie owej epoki mieli słabo jeszcze rozwiniętą zdolność obejmowania całej grupy przedmiotów jednym spojrzeniem, tę właśnie zdolność, która stanowi podstawę kompozycji w  malarstwie.

No Comments

Sztuka czasów pierwotnych cz.2

prehistoria, sztuka

W tym okresie (aszelski i mustierski) człowiek musiał ciężko walczyć o swoją egzystencję. Tak zwany neandertalczyk - istota o niskim czole, wydatnej szczęce i płaskim nosie - dysponował już pierwszymi zadatkami świadomości i pierwszymi elementami mowy. Jeśli jakiś krewny neandertalczyka umierał, trupa nie porzucano na pożarcie dzikim zwierzętom, lecz grzebano. Zasadnicza zmiana w życiu człowieka nastąpiła jednak dopiero w okresie następnym, w którym lodowce ustąpiły na północ, a łagodniejszy klimat stworzył ludziom korzystniejsze warunki rozwoju. Badacze nazywają ów okres starą epoką kamienną lub epoką paleolitu i datują ją od około 2100 do 10 tysięcy lat p.n.e. Najważniejszą działalnością człowieka w tym okresie, który Engels nazywa epoką przywłaszczania, było wciąż jeszcze polowanie. Charakter tego polowania jednak już się  nieco zmienił.
W Europie pasły się ogromne stada dzikich koni i północnych łosi; przez stepy wędrowały potężne stada bizonów, niedźwiedzi i kudłatych nosorożców, które w poszukiwaniu pastwisk przechodziły z miejsca na miejsce. Ludzie, szukając pożywienia, ciągnęli za zwierzętami. Działali wspólnie, zaczajali się koło stada, zapędzali je pod stromą ścianę i rzucali się na nie z wrzaskiem. Gdy przerażone zwierzęta spadały ze szczytu i rozbijały się o skalne występy, urządzano krwawą ucztę i aż do następnego udanego polowania nasycano się mięsem. Ludzie ci nie mieli stałego mieszkania i gnieździli się pod wielkimi, zwisającymi skałami albo w pieczarach, gdzie przez cały rok utrzymywało się ciepło. Od dawna znali już ogień i umieli również zszywać skóry zwierząt. Umarłych horda chowała troskliwie, wkładając przedtem do grobów wszystko, czego potrzebowali za życia. Czym da się wytłumaczyć ta troska człowieka o pochowanie swego krewnego i co oznaczają te liczne, wkładane do grobu przedmioty? Na te pytania nie możemy udzielić zadowalającej odpowiedzi. Wygląd i zewnętrzne formy bytowania naszych dalekich przodków możemy sobie wyobrazić, znacznie trudniej jednak stworzyć sobie obraz ich życia wewnętrznego.
Najstarsi mieszkańcy Europy posiadali widocznie zdumiewającą energię i wytrwałość, a także niespożytą siłę witalną. Nie byli podobni do zdegenerowa-nych, lękliwych i onieśmielonych szczepów, które wiele tysięcy lat później poznali kolonizatorzy europejscy w dziewiczych puszczach Afryki i Australii i które bezlitośnie wyrzynali. Człowiek pierwotny odważnie walczył o swoją egzystencję. Co prawda miał jedynie nieokreślone pojęcie o świecie. Żył niejako we mgle, pośród ledwo rozpoznanych przedmiotów i nie był w stanie zdać sobie sprawy ze zjawisk, na których dzisiaj zna się każde dziecko. W języku jego istniały już przypuszczalnie określenia poszczególnych przedmiotów, jednak nie było jeszcze słów na oznaczenie przedmiotów podobnych, których wzajemne pokrewieństwo oczywiste jest dla każdego z nas. W języku niektórych plemion rozmaite gatunki trawy, których człowiek z miasta nie potrafi już niemal od siebie odróżnić, mają osobne określenia, brak jednak słowa „trawa”, obejmującego wszystkie te rodzaje.  Eskimosi posiadają słowa na określenie śniegu padającego, śniegu pędzonego przez wiatr i śniegu na ziemi, nie znają jednak słowa  ,,śnieg”.
Człowiek pierwotny nie umiał budować logicznie pojęć, nie potrafił abstrahować. Natomiast wyczulony był niezwykle na to, jak dalece poszczególne zjawiska współdecydują o życiu całego świata. Mgła, poprzez którą patrzał na świat, spowijała pospołu wszystkie przedmioty. My zazwyczaj określamy takie widzenie świata jako poetyckie, lecz dla człowieka pierwotnego było ono rzeczywistością i odpowiadało jego  potrzebom życiowym.
Obserwował, jak o wschodzie słońca rzeczy wynurzają się z ciemności i mówił całkiem serio: „Słońce stwarza drzewa”. Spostrzegł, że z zapadnięciem nocy opada rosa, przypuszczał zatem, że księżyc rodzi rosę (tak jak znacznie później Egipcjanie wierzyli, że wylewy Nilu wywoływane są przez gwiazdy). Stwierdzał, że przedmioty wydają się czerwone w blasku ognia, uważał tedy jaskrawoczerwone ptaki za spokrewnione z ogniem. Widział, jak łatwo ryby płyną z prądem, wnioskował więc, że popychają one naprzód wodę w rzece. Konstatował wprawdzie podobieństwo zjawisk, mylił jednak jeszcze przyczynę ze skutkiem. Podobieństwo było dla niego oznaką pokrewieństwa. Tak na przykład pradawni mieszkańcy Australii wierzyli, że kangury były niegdyś ludźmi, gdyż z żyjących tam zwierząt. są one najbardziej do ludzi podobne. Z obserwacji tych powstawały mityczne wyobrażenia, stanowiące pierwsze stadia poznania.
Tajemnicze związki pomiędzy zjawiskami stawały się w wyobrażeniu ludzi pierwotnych środkiem do opanowania przyrody. Łączenie przyczyny ze skutkiem miało im dopomóc w dotarciu do sedna rozmaitych zjawisk i podporządkowania ludzkiej woli ich wzajemnych stosunków. Idąc na polowanie człowiek pierwotny starał się nie patrzeć na księżyc, który mógł stawać się szczuplejszy lub może -jak wyobrażali sobie ludzie pierwotni - nadgryzały go dzikie zwierzęta. Myśliwy obawiał się więc, że księżyc źle wpłynie na wynik polowania. W jego wyobrażeniu cechy zewnętrzne miały niezmożoną władzę nad przedmiotami; określenie i przedmiot były niemal identyczne, wizerunek przedmiotu zaś wystarczał, aby nad   nim   zapanować.
Człowiek pierwotny nie miał jeszcze jasno sprecyzowanych pojęć na temat świata zewnętrznego, lecz tworzył już dzieła zdumiewające potomnych swych podobieństwem do dzieł sztuki. Wpełzał do pieczar, gdzie leżały rozmiękłe od deszczów kawały gliny, wszystkimi pięcioma palcami przeciągał po tym wilgotnym materiale i pozostawiał równomierne bruzdy. Ręka, w jego wyobrażeniu, posiadała szczególne znaczenie: ręką sięgał po pożywienie, jego pięciopalczasta ręka dawała mu przewagę w walce z dzikim zwierzęciem, za pomocą rąk mógł przekazać swe myśli innym ludziom. W najstarszych rysunkach ręka zajmuje poczesne miejsce. Nie są to nawet wizerunki, lecz raczej odciski rozmyślnego ruchu na podatnej, miękkiej glinie. Niekiedy kontury ręki pociągnięte są ciemną farbą. Widocznie człowiekowi łatwiej było pracować prawą ręką dlatego też na najstarszych rysunkach  znajdujemy  liczne  przedstawienia  ręki   lewej.
Niekiedy obok wizerunków rąk spotkać można wyobrażenia zwierząt. Oczywiście nie można ich wszystkich ująć w jeden szereg i traktować jako logiczny rozwój jednej tylko idei. Pomimo wszystko pierwotna, wokół nielicznych tylko przedmiotów krążąca twórcza myśl ludzka stanowiła kłębowisko splątanych wyobrażeń.  Księżyc jego zanikanie tarcza nadgryziona przez dzikie zwierzę po1owanie zwierzę tak oto przesuwały się myśli dzikiego człowieka: od przedmiotu  do  przedmiotu.   Ręka  - wysiłek mięśni - odcisk ręki - obrysowana; sylwetka  - ręka obok zwierzęcia   - udane polowanie  - pojęcia te również stanowiły łańcuch w pierwotnej świadomości. Wszystko to nęciło go do działania, do używania swoich sił i zaspokajania potrzeb. W tych prostych wypowiedziach plastycznych   tkwiło  już   pragnienie   posiadania   osobnych   znaków   pisarskich, istniały już zadatki  sztuki.
Oczywiście, myśli dzikiego człowieka krążyły przeważnie wokół zdobyczy. Najważniejszą troską jego życia było polowanie, a najważniejszym tematem jego wizerunków - zwierzę. Temat ten, zanim jeszcze doszedł do głosu w plastyce, stanowił zapewne podstawę rytuałów myśliwskich - tańców, do których podobne zachowały się jeszcze do niedawna wśród ludów Ameryki Północnej. W obrzędach tych uczestniczyli wszyscy członkowie plemienia pod wodzą swego czarownika. Kilku z nich musiało przedstawiać zwierzęta i w tym celu ubierali się w skóry i maski, inni wyobrażali strzelców, uzbrojonych w łuki i strzały. Ludzie w maskach wykonywali taniec, naśladując ruchy czy sposób zachowania się bizona lub niedźwiedzia; myśliwi strzelali do nich strzałami o miękkich grotach; „zwierzęta” padały, jakby trafione, „ludzie” zaś rzucali się na nie, jakby zamierzali nożami   pokrajać   zdobycz.
Możemy sobie wyobrazić, że tancerzom z trudem przychodziło wytrwanie w tej roli.  Jeszcze o wiele później, w okresie średniowiecznych misteriów,  człowiek, który przedstawiał Judasza, musiał się wiele nacierpieć pod ciosami uniesionych wściekłością widzów, choć ciosy te oczywiście nie były wcale przeznaczone dla niewinnego aktora, tylko dla zdrajcy - Judasza. Ludzie bowiem nie byli w stanie oddzielić w swej świadomości przedstawienia od przedstawianego, życia od sztuki. Zapuszczali się w głąb ogromnych, trudno dostępnych jaskiń. Panowała tam ciemność i z trudem tylko można było odróżnić poszczególne przedmioty.  Mimo to ludzie, jakby ogarnięci popędem namiętności, pokrywali nierówne ściany pieczar olbrzymimi rysunkami, zdumiewająco pięknymi, o ogromnej sile wyrazu. Znajdują się  wśród   nich   wizerunki   potężnych   zwierząt,   pojawiających   się   nieustannie w wyobraźni ludzkiej. Z półmroku wynurzają się wielkie, ociężałe bizony o tłustych  cielskach. Stoją na krótkich, mocnych nogach, mają garb i gęste,  kędzierzawe kudły. Charakter tych zwierząt i ich nawyki zostały ujęte na wskroś prawidłowo.

No Comments

SZTUKA CZASÓW PIERWOTNYCH cz.1

prehistoria, sztuka
Słoń chwycił M i połknął. W jego brzuchu zobaczyła wielkie lasy, wielkie rzeki i wiele pagórków; było tam wiele skal i mnóstwo ludzi, którzy budowali sobie wsie, było wiele psów i wiele bydła. Zobaczyła też swoje dzieci, które tam siedziały.
Bajka Zulusów
Wszystko, co jest, żyje… Lampa chodzi, mury domów mają swoją mowę… Skóry w workach rozmawiają ze sobą nocą… Drzewo drży i plącze pod ciosami topora.
Szaman Czukczów

0 najstarszym okresie rozwoju ludzkości wiemy jedynie niewiele. Wiarygodne dane na ten temat są nader skąpe w porównaniu z tymi, które mamy o okresach późniejszych. Zachowały się wprawdzie godne uwagi zabytki artystyczne z czasów pierwotnych w Europie zachodniej, znana jest stosunkowo duża ich ilość -lecz badacze po dzień dzisiejszy mogą snuć jedynie przypuszczenia co do czasu ich powstania i warunków życiowych, w jakich je stworzono. Żaden inny okres historii sztuki nie wywołuje tak gwałtownych sporów i tak różnych opinii, jak ów najstarszy. Spór toczy się o sprawy zasadnicze. Powątpiewa się, czy w początkowym stadium kultury ludzkiej istniała w ogóle jakakolwiek sztuka. Spory te polegają przede wszystkim na tym, ze mamy do dyspozycji tylko niewiele nie kwestionowanych danych historycznych. Badacze są więc zmuszeni do wysnuwania niepewnych wniosków, opartych na porównaniach z analogicznymi zjawiskami   okresów   późniejszych.
Choć niektóre hipotezy, przybliżające nam zrozumienie sztuki czasów pierwotnych na wzór sztuki okresów późniejszych, wydają się niezwykle pociągające, rozsądniej będzie trzymać się faktów bardziej wiarygodnych. Możemy się pocieszać, że skąpe nasze wiadomości o tym okresie są mimo wszystko czymś więcej od całkowitej niewiedzy, w jakiej znajdowała się nauka jeszcze przed stu laty.
W niezmiernie odległych czasach panował w Europie klimat tropikalny, który musiał ustąpić wobec nadciągającego od północy ogólnego ochłodzenia. Cały kontynent pokrył się lodowcami, kwitnące niegdyś ziemie zamieniły się w puste, polarne obszary. Stopniowo ląd ocieplił się znowu, z południa zaś wtargnęła nań bogata fauna i flora. Człowiek, który zaczynał zajmować się polowaniem i zbieraniem roślin na pokarm (okres szelski), znajdował się zapewne w owych czasach w nieco bardziej uprzywilejowanej sytuacji  niz zwierzęta.   Ponieważ jednak sam padał ich ofiarą, musiał się przed nimi zabezpieczać i bronić. Łagodny klimat nie trwał widocznie długo z punktu widzenia dziejów ziemi. Rozpoczął się drugi okres lodowcowy, tropikalne zwierzęta odeszły na południe, lasy wymarły, a w tundrach europejskich   pojawiły się łosie.

No Comments

Wstęp cz.5

ogólne

Pojęcie stylu powstało dopiero przed około dwustu laty. Z początkiem naszego wieku zostało ono ujęte szczególnie szeroko i stało się podstawą systematyki całej historii sztuki. Rozpatrywano je pod najróżniejszymi aspektami i, jak to się często zdarza z bardzo płodnymi ideami, skrajnie przy tym niekiedy przesadzano. Pojęcie stylu utraciło wskutek tęgo sporo z pierwotnego swego znaczenia. Największe zainteresowanie tą problematyką wykazali zbieracze i ci historycy sztuki, którzy przede wszystkim cenią sobie wiedzę systematycznie uporządkowaną. Kolekcjonerom dopomaga ona w podzieleniu ogromnego materiału antykwarycznego na kategorie w rodzaju „styl renesansowy” czy „styl empire” -historykom sztuki umożliwia natomiast operowanie określonymi wyznacznikami bez zatracania się w komplikacjach i sprzecznościach historycznego rozwoju sztuki. Cechom stylów przyporządkowali badacze daty historyczne i układy społeczne, na próżno usiłując w ten sposób uchwycić żywą treść sztuki. Nadużywanie pojęcia stylu i opaczne jego pojmowanie nie upoważnia nas jednak do całkowitego pominięcia go w naszych studiach nad historią sztuki. Dopiero na wysokim stopniu rozwoju społeczeństwa ludzkiego, z chwilą gdy zostały już zaspokojone witalne jego potrzeby, sztuka wytwarza pewną formę stylową. Jakże często jakiś koczowniczy szczep na Wschodzie, podbijając państwa wysoko rozwinięte, przyjmował ich kwitnącą kulturę i podporządkowywał sobie jej twórców. Dla zwycięzców budowano domy, pałace, świątynie i gmachy publiczne, na cześć ich wodzów wznoszono pomniki, osobliwe postaci najeźdźców utrwalano na obrazach i płaskorzeźbach. Przywłaszczona sztuka wystarczała już całkowicie do zaspokajania potrzeb nowych władców - a przecież od stadium działalności artystycznej do stworzenia stylu artystycznego prowadzi jeszcze bardzo daleko droga.
Okres formowania się danego stylu nie charakteryzuje się wzmożeniem rozwoju działalności artystycznej  ani wybitnymi  osiągnięciami   indywidualnymi.   Czynnikiem decydującym jest tu jednolitość twórczości artystycznej: w tym stadium sztuka nie tylko zaspokaja bieżące wymogi codziennego życia i potrzeby estetyczne, lecz  ponadto wyraża  przenikający ją jednolity ideał artystyczny.   Odzwierciedla życie   swojego   czasu,   reprezentując  jednocześnie   pewien   życiowy   program, obejmujący cały sposób   myślenia   i  odczuwania twórców.  W  każdym,   nawet najpośledniejszym dziele sztuki,  nawet u artystów drugorzędnych, widzimy dążenie do pewnego wspólnego celu związanego z podstawowymi ideami epoki. Odpowiadając na aktualne zamówienie swojej współczesności, twórczość artystyczna stanowi zarazem ogniwo w łańcuchu historycznego rozwoju sztuki. Z chwilą gdy sztuka uzyskuje własny styl, nabywa znaczenia zjawiska historycznego w tym samym sensie, w jakim mówimy o historycznym znaczeniu narodów.   We wszystkich jej  dziedzinach   przejawia się wówczas ta sama tendencja,   ta sama zasada stylowa.  I jak w każdym żywym organizmie,  mogą się pewne jej cechy ujawniać w większym lub mniejszym stopniu. Wspólne zasady bywają każdorazowo wyrażane w formach odpowiadających danej dziedzinie sztuki, co wcale nie niszczy jednolitości stylu.
W Grecji klasycznej wspólne znamiona stylowe dostrzegamy zarówno w wielkich budowlach sakralnych, we wspaniałych rzeźbach, wczesnych wazach czerwono-figurowych, jak i w wierszach Pindara i Bakchylidesa. Trudno kilkoma słowami scharakteryzować sztukę tego okresu, lecz we wszystkich tych działach czujemy tchnienie tej samej wielkości, ten sam spokojny, pewny rytm, męską siłę i umiar. Podobnym piętnem jedności naznaczona została w XII wieku sztuka gotycka zachodniej Europy, jej koronkowe jakby katedry ozdobione pięknymi rzeźbami i barwnymi witrażami, bogato iluminowane rękopisy oraz pieśni trubadurów. Z pojęciem stylu graniczy wprawdzie pojęcie mody, lecz bynajmniej z nim się nie pokrywa. Zdarza się, że nazwa stylu nadawana jest zjawiskom przynależnym raczej do zakresu mody, obejmującym takie zmiany form sztuki, przede wszystkim sztuki stosowanej, a zwłaszcza odzieży, których główną przyczynę stanowi zamiłowanie człowieka do rzeczy nowych i niezwykłych. Moda jest przeważnie domeną uprzywilejowanych i szybko dochodzących do przesytu warstw społecznych; obserwujemy rozkwit mody w Rzymie za czasów imperatorów, na dworze burgundzkim w XV wieku i na dworach europejskich w wieku XVIII, gdy każde wstąpienie na tron nowego króla, a nawet niemal każda nowa faworyta wywierała wpływ na zmianę gustów. W szybko rozwijającym się społeczeństwie współczesnym każdy sezon przynosi nową modę. Elementów stylu danej epoki można oczywiście doszukać się i w modzie, nie sposób jednak uchwycić wewnętrznej logiki w zmianie spódnic krótkich na długie czy w entuzjazmie do sportowego kostiumu kobiecego albo w wyszukanych wspaniałościach ubioru rokokowego. Nie pozbawione racji jest twierdzenie, że szybkie odmiany mody dyktuje przemysł kapitalistyczny, który musi się pozbywać nadwyżek produkcyjnych. Ponieważ jednak zasobom finansowym ludzi biednych odpowiada jedynie moda już przestarzała, zachowany zostaje jednocześnie dystans pomiędzy wyższymi i upośledzonymi warstwami społecznymi.
Rodzaj sztuki, genre, nie stanowi jako taki elementu stylu, jest to raczej wynik przekroju przez masę zjawisk artystycznych. Zanim powstała nauka o stylu, zagadnienie genre’u odgrywało w estetyce główną rolę. Do zadań krytyki należało wyjaśnianie, do jakiego gatunku zaliczyć należy dane dzieło; zachowanie norm rodzajowych było podstawą oceny. Według poglądów klasycystycznych dramat i komedia w literaturze, obraz historyczny w malarstwie oraz pałac, świątynia i willa w architekturze stanowiły absolutne, ahistoryczne kategorie, według których oceniano wartość poszczególnych dzieł sztuki.
Tego rodzaju założenia krytyczne wydają się nam dzisiaj przejawem przestarzałej pedanterii. Gatunków i typów niepodobna ustalić w sztuce raz na zawsze, powstają one bowiem w pewnych warunkach historycznych i zanikają wraz z nimi. Pamiętać jednak należy, że te historycznie uwarunkowane gatunki okazywały się nader trwałe w niektórych epokach i w pewnych wypadkach wywierać mogły wPływ na rozwój stylów. Ponadto istnieją także dzieła sztuki, których wartość polega właśnie na śmiałym sprzeciwieniu się prawidłom gatunku i dla właściwej ich  oceny trzeba najpierw poznać odpowiednią normę. Budowniczowie z XVII i XVIII wieku byli zdania, że wiele form artystycznych nabiera znaczenia jedynie i wyłącznie wskutek nawyku, który kształci spojrzenie i zmusza do oceniania wszystkiego, co przeciw niemu wykracza, jako samowoli artystycznej. Mieli tu przede wszystkim na myśli proporcje oraz uszeregowanie kolumn, lecz pogląd ten odnieść można również i do innych form sztuki. Angielski malarz Whistler mówił o widzu: „Przygląda się obrazowi, lecz kieruje się przede wszystkim tym, czego nauczyły go inne obrazy”.
Gatunki odgrywają pewną rolę w rozwoju wszystkich dziedzin sztuki. W architekturze charakterystyczne typy budowli w rodzaju „peripteros” lub „bazylika” przetrwały przez wiele wieków, choć w różnych okresach bywały rozmaicie interpretowane. Za określony gatunek literacki uważamy komedię, która powstała w IV w. p.n.e. w Atenach i kontynuowana była w mniej lub więcej zmienionej postaci aż po sztuki Moliera i Goldoniego. Gatunkiem w malarstwie jest portret, który pojawia się już w okresie renesansu, lecz pełnię rozwoju osiąga dopiero w XVI i XVII wieku. W tychże stuleciach podobnie przedstawia się sprawa genre’u „chłopskiego”, który pomimo różnic między mistrzami, jacy się nim zajmowali, od Bruegla aż po braci Le Nain i van Ostade, zachował najważniejsze cechy charakterystyczne, niekiedy ograniczając artystów, niekiedy zaś pomagając im w trafnym  uchwyceniu  rzeczywistości.
Najważniejszym czynnikiem przezwyciężającym przestarzałe już gatunki jest zwrot do natury. W średniowieczu trzymano się uporczywie typu trzynawowej bazyliki, lecz jej artystyczne elementy zmieniły się z chwilą, gdy nowy światopogląd i nowe wymogi rytuału doprowadziły do powstania tak zwanego kościoła halowego. Nie trzeba też pomijać znaczenia parodii, w której zaciera się pozytywna treść gatunku, a podkreślone zostają i wykpione jak nonsens jego cechy o wątpliwej wartości.
Jeżeli zasady podstawowe dla jakiegoś gatunku obowiązują również i inne rodzaje artystyczne, akcenty mogą ulec przesunięciu. Zastosowanie form architektury pałacowej do budownictwa sakralnego w dobie renesansu stworzy’o nowe typy kościołów. W starożytności na pół kultowe obrzędy przeistoczyły się, wskutek przeniknięcia do nich pierwiastków lirycznych, w klasyczny dramat. W połowie XVII wieku skostniały już typ portretu grupowego ożywiony zostaje przez Velazqueza, Halsa i Rembrandta, którzy zbliżają go do obrazu rodzajowego. Metoda porównawcza okazuje się nader przydatna przy analizie odmian stylowych i to nie tylko takich, które następowały po sobie w czasie, lecz także i w wypadkach stylów oddzielonych od siebie kilkoma okresami historycznymi. Przez przeciwstawienie łatwiej rozpoznajemy charakterystyczne właściwości przedmiotu naszych  badań.
Metoda ta, szeroko stosowana w najnowszej historii sztuki, bywa jednak różnie pojmowana. Zbliżenie włoskich mistrzów renesansu do starożytności wywodziło się z pragnienia restytuowania rodzimej, starorzymskiej tradycji. Nabierze ono jednak innego znaczenia, gdy uda nam się wykazać podobieństwo sztuki nowożytnej do starożytnej zarówno w ogólnym ich rozwoju, jak i na tego rozwoju poszczególnych etapach. Powyższy pogląd, nawiązujący do teorii obiegu kultury wysuniętej jeszcze przez filozofa Vico, we współczesnej historii sztuki prowadzi “do wniosku, że w całym rozwoju dziejowym istnieją dwa tylko zasadnicze style, określone jako klasyczny i romantyczny, bądź też inaczej - jako renesans i barok. Badacze starają się odszukać te dwa style lub, ściślej mówiąc, te dwie artystyczne kategorie w rozwoju sztuki zarówno antycznej, jak i nowoczesnej, i dzielą obydwie wymienione kultury (niektórzy sądzą że dotyczy to również i Wschodu) według tego uniwersalnego schematu. Chcąc udowodnić jego słuszność, podejmowano wiele trudu i wysiłku, poddając liczne, dzieła analizie artystycznej. Trudno jednak nie dostrzec, jak bardzo taki podział jest sztuczny.
Sam Vico pierwszy odrzucił tezę o podobieństwie rozwoju antyku i sztuki, czasów nowożytnych; nie chodziło mu o rozwój przebiegający jak po obwodach równoległych kręgów, lecz o ruch dążący wzwyż w postaci spirali. Chciał przez to podkreślić niemożliwość dosłownego powtarzania się procesów historycznych. Teoria rozwoju w postaci spirali została później podjęta przez szwajcarskiego archeologa Deonnę, który jednak interpretował ją zbyt schematycznie. Potrzeba poznania prawidłowości w rozwoju sztuki minionych czasów jest oczywiście na wskroś usprawiedliwiona, zazwyczaj jednak traktuje się ów problem zbyt schematycznie, upodobniając go do rysunku, który składa się z najprostszych form koła, prostej i zygzaka i dlatego nie może reprezentować żywego organizmu. Historyk sztuki przybliży się do zrozumienia prawidłowości rozwoju artystycznego, gdy przyjmie założenie, iż w biegu dziejów ludzkości zmieniają się również same prawa rozwojowe.
Wszystko to przecież nie wyklucza porównywania ze sobą różnych dziedzin historii sztuki. Należy jedynie umieć rozróżnić podobieństwa w rozwoju sztuki od podobieństwa zjawisk artystycznych.
Twórczość artystyczna - jeśli nie ulega zahamowaniu przez okoliczności zewnętrzne lub przez przypadek - rozwija się zazwyczaj według prawidłowych etapów. W pierwszym swym stadium odznacza się niezwykłą siłą i odwagą; nie dysponuje wprawdzie jeszcze pełnym repertuarem środków wyrazu, lecz rozkwita oryginalną, młodzieńczą świeżością. Na etapie następnym dojrzewa styl doskonały, wyrażający w lepiej wyważonych formach witalność sztuki i radosny twórczy zapał. Etap trzeci charakteryzuje narastanie sprzeczności pomiędzy treścią a już ustalonymi, tradycyjnymi formami artystycznymi; choć życie rozwija się dalej, sztuka po osiągnięciu szczytu dojrzałości nie potrafi mu już dotrzymać kroku i odwraca się od rzeczywistości. Wyczerpuje się w poszukiwaniu form samowystarczalnych, które w końcu muszą zostać rozsadzone przez nowe siły witalne. Kolejność ową określić by można jako „wczesne”, „dojrzałe” i „późne” lub też „archaiczne”, „klasyczne” i „manierystyczne” stadia rozwoju. Obserwujemy ją zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie, zarówno w starożytności, średniowieczu, renesansie, jak i w okresach późniejszych. Niepodobna, oczywiście, całego procesu rozwoju stylu podzielić na poszczególne odcinki w oparciu o taki schemat, który ponadto nie odnosi się do ich treści zasadniczej. W historii niemałą przecież rolę odgrywają rozmaite okoliczności uboczne, mogące opóźnić przejście ze stadium poprzedzającego do następnego, a często też nadające owym stadiom nową treść.
Nie bez powodu więc można owe przejścia rozpoznać wyraźnie jedynie w najwcześniejszych epokach historii sztuki, czyli w starożytności i w początkach kultury europejskiej. Wskutek powolnego rozwoju kulturalnego stadium dojrzałości obejmowało na dawnym i średniowiecznym Wschodzie całe stulecia; były to okresy stagnacji, uniemożliwiające powstanie trzeciego stadium i stanowiące poważną przeszkodę dla późniejszego odnowienia sztuki. Lecz proporcje między poszczególnymi etapami zmieniły się później zasadniczo.
Wspólną cechą różnych epok stylowych jest, obok prawidłowości w przebiegu ich rozwoju, również dążenie twórców indywidualnych i całych kierunków do przyswojenia sobie artystycznego dziedzictwa, w celu udoskonalenia i wzbogacenia własnych środków wyrazu. Niekiedy sięgają dlatego w daleką przeszłość, czasami wiele wieków w głąb. W XVII i XVIII wieku na przykład ujawniło się we Francji zamiłowanie do chińskiej sztuki użytkowej, a i Andre Chenier, który -sądząc z jego twórczości - powinien był raczej interesować się klasyką zachwycał się chińskimi poetami. Delacroix ulegał wpływom Rubensa, a ponadto Rafaela i Poussina, Stendhal zaś nazywał Racine’a romantykiem, jakby chciał przed współczesnymi usprawiedliwić swoją sympatię dla tego niewątpliwego klasyka. W wieku XVIII, w epoce panowania doktryny klasycznej, francuski architekt Blondel pozostawał pod urokiem budowli gotyckich, podczas gdy architekt rosyjski Bażenow wysoko sobie cenił architekturę staroruską W historii sztuki czas nie zawsze należy liczyć według kalendarza. Barbizończycy nie bez powodu podejmują po niemal dwuwiekowej przerwie wątek zatracony przez siedemnastowiecznych pejzażystów holenderskich. Artyści różnych epok nieraz nawet nie przeczuwają jak bardzo są sobie bliscy. Mistrz z Reims w XIII wieku nigdy nie widział Partenonu, lecz poprzez nieliczne znane mu marmurowe posągi rzymskie duch Fidiasza głębiej przeniknął jego scenę kuszenia niż dzieła Canovy lub Thorwaldsena, którzy tworzyli przecież w czasie, gdy rzeźby Partenonu wystawione już były w British Museum. Michał Anioł nie znał fryzu pergamońskiego odkrytego dopiero w XIX wieku, lecz uzupełniony późniejszymi rekonstrukcjami Laokoon dopomógł mu w stworzeniu dzieł pod wielu względami kongenialnych ze sztuką późnego antyku. Rembrandt nigdy nie był we Włoszech, a jednak w starości malował obrazy, których szczerość miała van Goghowi przypominać Giotta. Chińskie statuetki z epoki Tang wdziękiem swym i gracją przywodzą na myśl greckie figurki z Tanagry, a rzeźby na frontonach świątyni w Olimpii freski Piera delia Francesca. Historyk sztuki nie może przemilczać podobieństwa tych zjawisk, choć nie zachodzi pomiędzy nimi żaden związek bezpośredni.
Poszczególnych odcinków historii sztuki nie należy rozdzielać barierami stylów. Głębokie przeświadczenie o wewnętrznym pokrewieństwie wielkich dzieł sztuki z różnych epok natchnęło rosyjskiego pisarza z początków XIX wieku, Odojew-skiego, do świetnego porównania: „Poeci, oddzieleni czasem i przestrzenią, odpowiadają sobie, niczym echa pośród skał”. To samo przeświadczenie nasunęło mu myśl, że w zasadzie wszystkie prawdziwe dzieła sztuki zostały ukształtowane według zasad jedynego, wielkiego stylu, i skłoniło go do nazwania sztrasburskiej dzwonnicy „przybudówką piramid egipskich”.
W dawnych czasach w historii sztuki widziano jedynie szereg kolejno po sobie następujących indywidualnych mistrzów, których twórcze talenty decydują o treści  całego  artystycznego  rozwoju   ludzkości. W przeciwieństwie do tego poglądu pojawiła się później teoria „historii sztuki bezimiennej”, przebiegającej według prawa przemiany kierunków i stylów, w ramach których wszyscy artyści są odpowiednio do zdolności, jedynie przewodnikami lub drogowskazami. Jest jednak oczywiste dla każdego, że wybitne osobistości, a nawet poszczególne dzieła, powinny w historii sztuki zajmować należne im miejsce. Wiele arcydzieł zdradza ponadto wyraźne i skuteczne dążenie do rozsadzenia ciasnych granic kategorii stylowych. Do nich należy zaliczyć takie utwory jak epos Homera, takie budowle jak Akropol ateński, katedra w Reims czy gmach Admiralicji w Leningradzie, twórczość takich artystów jak bracia van Eyck, Rublow, Brunelleschi, Michał Anioł, Diirer, Rembrandt, Szekspir, Molier, Goethe, Bach, Beethoven, Glinka, Tołstoj, Dostojewski i wielu innych, współczesnych i dawnych mistrzów, których nazwiska są powszechnie znane. Gdy przypatrujemy się ich dziełom, z łatwością rozpoznajemy w nich stylowe elementy stylu danej epoki, silniej niekiedy wyrażone niż w twórczości artystów przeciętnych. Szekspir był przedstawicielem epoki „elżbietańskiej”, Michała Anioła nazwano „ojcem baroku”, Molier podporządkowywał się „prawu trzech jedności”, Bach reprezentował „barok w muzyce”. Niemniej przemawiają do nas tak, jakby byli nam współcześni, są dla nas tak zrozumiali, jakby dzieła ich powstały dopiero wczoraj i dramaty Szekspira, obrazy Rembrandta czy wiersze Puszkina z pewnością długo jeszcze  zachowają całą swą młodzieńczą świeżość.
Studiując dzieje sztuki uwzględniać należy prawidłowość rozwoju historycznego. Treść tego historycznego procesu stanie się jednak w pełni zrozumiała dopiero wówczas, gdy obok ogólnych kategorii stylu weźmiemy również pod uwagę znaczenie twórczej   indywidualności.
Sztuka znajduje się w ruchu nieustannie postępującym, lecz jeśli byśmy chcieli pojmować ten rozwój jako prostą jedynie drogę ku udoskonaleniu, zubożylibyśmy ogromnie jego artystyczne treści. Już Engels podkreślał, że postęp kultury kroczy po linii zygzakowatej, a kręte ścieżki całego procesu historycznego charakteryzują także i historię sztuki.
Motorem samodzielnego rozwoju artystycznego był w przeszłości najczęściej nowy światopogląd, krystalizujący się w okresach przełomowych. Postępowe warstwy społeczeństwa ingerowały w bieg historii, obejmowały przewodnie stanowisko i uzyskiwały dzięki temu dogodną sytuację dla swojego intelektualnego rozwoju. W zależności od warunków tak zewnętrznych, jak i wewnętrznych mogły odtąd znajdować mniej lub bardziej doskonały wyraz artystyczny dla swych praw i dla swego światopoglądu i tak uzewnętrzniać w sztuce swe dążenia. Z biegiem jednak czasu owe wywalczone korzyści doprowadzały do osłabienia duchowego, sztuka stawała się samowystarczalna i przestawała juz być środkiem umożliwiającym poznanie prawd dla życia najważniejszych. Nie należy sobie jednak wyobrażać, że w trakcie owych przewrotów stare formy zostały doszczętnie wyparte. Każda nowa kultura, każde przychodzące pokolenie odkrywało nowe strony świata i umacniało swe prawa, lecz okres poprzedni nie Popadał wskutek tego w zapomnienie.
Zagadnienie rozwoju kultury światowej łączy się ściśle z kwestią linii rozwojowej. W naukach historycznych zakorzenił się pogląd, że główna taka linia przebiega od dawnego Wschodu  poprzez Grecję i  Rzym,   kontynuuje swój  bieg w sztuce średniowiecza i renesansu i przechodzi w nowożytną sztukę europejską. Pogląd ten został w ostatnim stuleciu mocno zachwiany z chwilą, gdy za sprawą archeologów i podróżników odkrytych zostało dla nauki wiele nowych, nie zna- : nych dotąd jeszcze obszarów. Zachwyceni tymi skarbami historycy sztuki i artyści gotowi byli w swym zapale poddać od razu rewizji cały harmonijny, dotąd powszechnie uznawany system rozwoju świata.
Szczupłość naszych wiadomości o sztuce dawnego Wschodu oraz licznych  lu- : dów Afryki i Ameryki nie może, oczywiście, być powodem nieliczenia się z tymi kulturami.  Lecz szeroko z początkiem XX wieku głoszony pogląd, że bożki murzyńskie   są szczytem   sztuki   rzeźbiarskiej,   a   malarstwo   pejzażowe   Dalekiego Wschodu  przewyższa malarstwp europejskie, zawierał zbyt wiele cech powierz- ; chownego entuzjazmu, aby można było się z nim liczyć jako z wiedzą historyczną ! w   pełni   naukowo   uzasadnioną.
I mimo wszelkich odkryć lat ostatnich trudno chyba twierdzić, że podstawowe znaczenie linii rozwojowej, wiodącej od dawnych kultur Wschodu poprzez Grecję ; i Rzym ku renesansowi i czasom nowożytnym, zostało podważone. W linii tej wyraźnie dostrzegamy następstwo kultur, którego kolejność nie została przerwana na- \ wet przez średniowiecze;  odczytujemy też z niej jasno i  logicznie rozwój  naj- i ważniejszych idei artystycznych, sięgający aż po czasy nowożytne, przebiegający analogicznie do przemian pokoleń, z rąk do rąk podających sobie płonącą pochodnię.
Ogromne przestrzenie krajów pozaeuropejskich  pozostawały przez długie wieki ; poza zasięgiem tego ruchu,  a ich  mieszkańcy - poza zasięgiem tradycji owej kultury. Niektóre ludy znajdowały się wciąż jeszcze w stanie „ospałej wegetacji”; ; Engels obejmuje określeniem „zapóźnionych w rozwoju” kultury Afryki, dawnej Ameryki i Australii. Narody azjatyckie posiadały własne bogate tradycje kulturalne, i lecz w czasach nowożytnych musiały z wielu spraw zrezygnować, aby móc się przyłączyć do ogólnej linii rozwoju kulturalnego.
Podstawowe warunki rozwoju, a więc dążenie do postępu i potrzeba doskonalenia,   które   kształtowały  losy   narodów  europejskich  w  czasach   nowożytnych, są w sztuce krajów  pozaeuropejskich   niemal   niedostrzegalne.   Można w  nich \ natomiast wyraźnie  rozpoznać  element  ludowy,   mówiący o   udziale  szerokich ] mas w twórczości artystycznej.  Sztuka ta zawiera wiele pierwiastków ludowej i mądrości i dlatego nie popełnimy błędu określając ją nazwą folkloru. Choć jednak owe pozaeuropejskie kultury stanowiły dotychczas jedynie uboczne pędy ogólnego rozwoju artystycznego, sytuacja ta może i musi zmienić się w przyszłości. W Związku  Radzieckim jesteśmy świadkami przymierza i współpracy ludów,  którym wszelkie ich  narodowe, specyficzne cechy nie przeszkodziły prze- -cież w zespoleniu się w jedną rodzinę, i dzisiaj już z łatwością w historii kultury ; światowej daje się  nam  słyszeć wielogłosowy chór narodów,  jaki już w XVIII i wieku   przeczuwali   niektórzy myśliciele.
Różnorodne zjawiska  artystyczne  charakteryzują zaledwie jedną stronę   historii świata.  „Prawdziwa sztuka jest zawsze u celu”  - głosi  niemieckie przysłowie. Wszystko,   co w życiu   posiada jedynie względne znaczenie  historyczne,   prze- i kształca się w sztuce w wartości trwalsze od swych twórców, nieraz bardzo długo- i wieczne.
Badanie różnych okresów sztuki i twórczości indywidualnych artystów ujawnia ich zależność od ogólnej, materialnej sytuacji społeczeństwa. Nie wynika stąd bynajmniej, iżby sztuka poszczególnych epok posiadała ograniczone historyczne jedynie znaczenie. Lenin twierdził: „Myśl ludzka jest więc z natury swojej zdolna odkryć prawdę absolutną, będącą sumą względnych prawd, i odkrywa ją [...] lecz granice prawdy każdego twierdzenia naukowego są względne i dalszy rozwój wiedzy albo je rozszerza, albo też zacieśnia”. Definicja ta uczy nas także cenić wartość osiągnięć ludzkich w dziedzinie „unaocznionego myślenia” w sztuce. Nie można uznać za absolutną normę artystyczną dzieł żadnego artysty ani żadnego kierunku - natomiast każdy stopień rozwoju, każda wielka epoka osiągnięć artystycznych odkrywa nowe strony absolutnego ideału sztuki i dlatego posiada nieprzemijającą wartość  dla całej   ludzkości.
Zrozumienie, interpretacja dzieła sztuki należy do najważniejszych zadań historii sztuki, stanowi jej najistotniejszą rację bytu. Widz nie ogranicza się zazwyczaj do samego tylko oglądania dzieła sztuki, lecz aktywnie uczestniczy w jego egzystencji. Już Montaigne stwierdził, że „czytelnik często widzi wartość utworu w innych jego zaletach niż te, które były zasadnicze dla autora, i w ten sposób wzbogaca ich sens i wyraz”, i uważał to zjawisko za prawidłowe. W prologu do „Henryka V” Szekspir zwraca się do odbiorcy, by własną wyobraźnią dopomógł autorowi pokonać przestrzeń i czas i wyrównać niedostatki przedstawienia. Wskazówkę poety odnieść można właściwie do każdego dzieła sztuki i w tym też sensie należy pojmować rozpowszechniony wśród artystów pogląd, że widz uzupełnia obraz.
Wprawdzie zdarza się często, że widz zamiast dopełniać, niszczy ideę artysty. „Dobrze chociaż, że obrazy nie mogą słyszeć - powiedział niegdyś pewien pisarz - inaczej od dawna już by się pochowały… Widzom się wydaje, że obrazy umieszczone zostały pod pręgierzem z powodu jakiejś tajemniczej zbrodni, którą czym prędzej należy wyjaśnić.” W istocie, dzieła sztuki bywają często fałszywie rozumiane, ku wielkiemu utrapieniu artysty. Niemniej Hegel porównał percepcję twórczości artystycznej do dialogu, stwierdzając, że w przeciwieństwie do dzikiego kaktusa, który dla nikogo niedostrzegalny wydaje swe rzadkie i wspaniałe kwiaty, dzieło” sztuki istnieje zawsze dla kogoś i zawsze do kogoś przemawia. Aktywny udział nie uprawnia oczywiście widza, czy też czytelnika, do samowolnego przypisywania danemu utworowi wszystkich myśli, jakie tylko przyjdą mu do głowy. Dzieło sztuki nie może być zbiornikiem przypadkowych i na wskroś osobistych wrażeń odbiorcy, choć pozostawia mu dość rozległe pole działania. Doskonały przykład stanowi tu „Tartuffe” Moliera, zwrócony przeciwko katolickim bigotom, którzy też usiłowali zemścić się na autorze za tak celną satyrę. Lecz na ogólnoludzki charakter idei Moliera wskazuje fakt, że w XVIII wieku w Anglii, gdzie w ogóle nie było zakonu jezuitów, „Tartuffe” zrozumiany został jako kpina 2  purytańskich   nabożnisiów.
Dzieło sztuki nowożytnej łatwo dają się interpretować tak, jak były pojmowane Przez współczesnych. Natomiast w sztuce dawnej pełno jest wyobrażeń mitologicznych i religijnych, obcych dzisiejszemu widzowi, który usiłuje pod warstwą Przestarzałych już poglądów i przesądów odnaleźć życiową mądrość o aktualnym dotychczas znaczeniu. Stwierdzić tu jednak należy, że takie przybliżanie dawnej sztuki do teraźniejszości i wyłuskiwanie jej nadal zdolnego do życia jądra jest o tyle tylko usprawiedliwione, o ile wydaje się niezbędne dla trwałej egzystencji danego dzieła również i w naszych czasach.
W owym „dialogu widza ze sztuką” aktywny jest oczywiście nie tylko odbiorca, \ sama sztuka dysponuje wielką siłą oddziaływania,   uczy nas widzieć świat  na nowo, a dzięki temu lepiej go pojmować. Zdaniem wielu artystów,  między innymi Rodina, „laicy patrzą na świat, lecz go nie widzą”. Ale zgodnie z twierdzeniem Marksa, sztuka powstała z pracy ludzkiej wywiera wpływ na rozwój człowieka, a w szczególności na rozwój jego poglądów estetycznych.                        Dlatego też sprawą wielkiej wagi jest postawa artysty wobec życia i jego możliwości aktywnego w tym życiu ‘”udziału.  Pejzaże i twarze ludzkie, w powszedniej codzienności nie zwracające niczyjej uwagi, na obrazie stają się interesujące. I to wcale nie przez to, że artysta przybiera i upiększa swoje modele, lecz dzięki temu, że odsłania istniejące na świecie piękno, czyni je dostrzegalnym i pomaga ludziom odnaleźć je w rzeczywistości, która ich otacza. Goethe opowiadał, jak po zwiedzeniu Galerii  Drezdeńskiej,  oczarowany malarstwem holenderskim, a w szczególności van Ostadem - nie mógł się napatrzyć rzemieślnikom w wąskich uliczkach miasteczka, jak im się przyglądał oczami starego mistrza. Natomiast kaplica Sykstyń-ska nieco go przybiła, gdyż nie czuł się na siłach dorównać Michałowi Aniołowi” w jego wzniosłym sposobie widzenia świata.  ‘ Czernyszewski wskazywał,  że sztuka otwiera oczy na te strony rzeczywistości, \ obok których ludzie zazwyczaj przechodzą obojętnie. Pisał: „Na drodze naszego i życia rozsiane jest szczere złoto,  lecz my go nie zauważamy [...]   Naturę trzeba dopiero odgadnąć, za to w sztuce wszystko jest wystawione na pokaz”.  Pisarz Garszyn  podkreślał, że artyści sztuką swoją pomagają widzowi widzieć i  rozumieć świat,  mówił też o „wielkiej wdzięczności, jaką odczuwają nasze serca -serca tych wszystkich ludzi, którzy za pomocą cudzych oczu i cudzej pracy odkrywają  nowy świat”.
Nie tylko sztuki plastyczne posiadają takie znaczenie. Zabytki architektury, ucieleśniające niekiedy cały światopogląd, często zachowane już tylko w postaci nędznych ruin, skłaniają do bardziej wnikliwego niż zazwyczaj oglądania otaczającej je natury i zmieniają w ten sposób dotychczasowy nasz sposób postrzegania. Błękitne wzgórza wokół Paestum stają się jeszcze piękniejsze dzięki konturom starogreckich świątyń, które się na ich tle zarysowują. Ciche uliczki Chartres ze swoimi domkami z cegły dlatego są tak pełne poezji, iż wiodą do starej katedry. Nawet Rodinowi, którego przecież nigdy nie opuszczał wyczulony zmysł artystyczny, jedynie bliskość gotyckiej świątyni pozwoliła w pewnej przypadkowo przechodzącej przez plac kobiecie dostrzec piękność podobną do jednej z figur, portalu owej  budowli.
W ciągu ostatnich lat historycy sztuki niemal się już nie zajmowali zagadnieniem wartości i oceny artystycznej. Natomiast w epoce klasycyzmu sprawa oceny dzieł sztuki była dla historyków sztuki niesłychanie ważna, choć stosowali jedno tylko, kryterium: zachowywanych lub nie zachowywanych klasycznych reguł. Zacieśniało to ich punkt widzenia i często prowadziło do pedanterii.  Porównawcza metoda historyczna w wieku XIX otworzyła z kolei rozległe możliwości interpretacji dzieł sztuki i odkryła różnorodność prawideł artystycznych w rozmaitych epokach. Rozwój ówczesnej Wiedzy o sztuce przyczynił się zasadniczo do rozszerzenia kryteriów estetycznych. „Nie mogę pojąć - pisał Gribojedow -jak można stawiać piękno pod strychulec. Dwie rzeczy mogą przecież być piękne, nie będąc do siebie podobne.”
Wraz z rozszerzeniem się horyzontu historycznego zaczęło wśród specjalistów zanikać zrozumienie wartości estetycznych. Dziewiętnastowieczni historycy sztuki bardziej byli zajęci zbieraniem i studiowaniem faktów związanych ze sztuką niż oceną poszczególnych dzieł. Tak byli pochłonięci pasją kolekcjonerską i tak przejęci wielorakością zjawisk, że w końcu utracili już zdolność do pojmowania ich  artystycznego  znaczenia.
A przecież już w początkach rozwoju historii sztuki w XVIII wieku wyrażano obawę, że z powodu historycznej zmienności sztuki ludzie przestaną zwracać uwagę na jej artystyczne osiągnięcia. Ocena sukcesów poszczególnych okresów lub artystów została rzeczywiście w nowoczesnej historii sztuki mocno zaniedbana. Zachowywano jedynie samo przez się zrozumiałe rozróżnienie pomiędzy artystami wielkimi i przeciętnymi, pomiędzy dziełami o wybitnej i średniej wartości. Decydującym kryterium przy ocenie zjawisk artystycznych jest stopień ich oddziaływania, stopień ich wpływu historycznego. Dzieła sztuki, które wywarły bezpośredni wpływ na swoją epokę, zajmują zazwyczaj poczesne miejsce i w historii sztuki, choć wiele arcydzieł znalazło należytą ocenę dopiero w czasach najnowszych. „Pamięci godne osobliwości księcia de Saint-Simon”, na przykład, popadły w niepamięć na okres dwustu lat - a mistrzostwo braci Lę Nain czy George de la Toura „odkryte” .zostało, dopiero niedawno. W pewnym stopniu zaliczyć tu trzeba i Rembrandta. Na następnym szczeblu tej hierarchii spotykamy zjawiska, które wywierały nie tylko głęboki wpływ na współczesnych, lecz także i na następne pokolenie. Najwyższą jednak wartość przyznajemy takim utworom, które oddziaływały nie tylko na swoje bliskie otoczenie, lecz stały się własnością całej ludzkości.
Różnicę pomiędzy wyżej opisanymi trzema stopniami oceny dobrze uwidoczni porównanie sztuki kreteńsko-mykeńskiej ze starogrecką Wpływ Krety na rozwój kultury greckiej staje się coraz wyraźniejszy i nawet historyk sztuki greckiej nie może go nie dostrzegać. Kultura kreteńska została jednak wchłonięta przez sztukę grecką i ona to dopiero nie tylko uzyskała wielkie historyczne znaczenie dla najbliższych swoich spadkobierców - Rzymian, lecz stała się również wspólnym dobrem wszystkich ludzi. W trakcie swego wielowiekowego rozwoju ludzkość niejednokrotnie zwracała spojrzenie ku Grecji i stamtąd czerpała nowe bodźce twórcze.
Ocena zjawisk artystycznych nie może jednak opierać się wyłącznie na kryterium ich oddziaływania. Stwierdzono, że przy powstawaniu sztuki średniowiecza doniosłą rolę odegrało starorzymskie dziedzictwo - a przecież takim zabytkom jak Łuk Konstantyna czy miniatury Genesis w Wiedniu brak owej artystycznej doskonałości, która tak nas pociąga zarówno w archaicznej, jak i w klasycznej sztuce greckiej. I na odwrót: późna sztuka mauretańska nie wiodła już donikąd, nie stanowiła początku jakiejś nowej epoki, a mimo to każdy musi w niej uznać wspaniałość założeń i docenić nieskazitelne piękno Alhambry lub mauretańsko-hisz-pańskiej ceramiki. Tu dochodzi do głosu kryterium artystycznej doskonałości, zgodność  idei   i wykonania.
Stosując owo kryterium, historyk sztuki ryzykuje co prawda, że ulegnie wpływom osobistych swoich upodobań. Interpretując zjawiska artystyczne, które od dawna już przeszły do historii, broni on przecież własnych ideałów i walczy o własny światopogląd. Zdania, jakie o dziełach sztuki wygłasza, czynią go nie tylko kronikarzem i krytykiem sztuki, lecz stawiają również jego samego przed sądem historii. Są jego wyznaniem, jego zobowiązaniem i wymagają od niego wielkiego poczucia odpowiedzialności, a często także samozaparcia. Oceny artystyczne stanowią konieczną część studiów historii sztuki, choć błędem byłoby upatrywać w nich jej ceł’ostateczny, W pełni usprawiedliwione są jedynie wtedy, gdy sprawdzono je w toku wnikliwej, historycznej pracy badawczej. Zadanie historii sztuki polega w równej mierze na zbieraniu i klasyfikowaniu nowego materiału artystycznego, jak i na przyswojeniu całej spuścizny artystycznej. W ostatnich latach szczególne znaczenie uzyskały odkrycia archeologiczne. Obalono wiele wyobrażeń, a różne muzea świata wzbogaciły się licznymi skarbami artystycznymi. Do znalezisk dokonanych łopatą archeologa dochodzą prace konserwatorskie, dzięki którym zdołano wielu arcydziełom uszkodzonym lub biegiem lat zniekształconym przywrócić ich pierwotny wygląd. Dzięki promieniom Roentgena możemy dziś zgłębiać tajniki warsztatu mistrzów przeszłości i wytworzyć sobie pojęcie o procesie powstawania dawnych dzieł sztuki. Wspólne wysiłki ostatnich pokoleń uczonych udostępniły wiele nowych dziedzin historii sztuki, wielu zaś mistrzom, którzy niesłusznie popadli w zapomnienie, przywrócono zasłużoną sławę.
Wyniki tej naukowej pracy ściśle się jednak wiążą z życiem i osiągnięciami naszej sztuki. Odkrycia lat najnowszych dlatego były tak owocne, że pracom archeologów i konserwatorów towarzyszył rozwój twórczości artystycznej. Odkryte zabytki odzyskały w pełni swoje znaczenie tylko dzięki temu, że ludzie zaczęli pojmować ich sens i wartość estetyczną.
Rozwój historii sztuki w ciągu ostatnich dwustu lat przebiega wspólnie z rozwojem widzenia artystycznego; romantycy otworzyli nam oczy na prekursorów Rafaela i na Rembrandta, impresjoniści pomogli nam zrozumieć Velazqueza i El Greca, sztuka współczesna nauczyła nas cenić piękno archaiczne. W dzisiejszych czasach, dzięki realizmowi socjalistycznemu, staliśmy się szczególnie czuli na sukcesy dawnej sztuki  realistycznej.
Historyka sztuki nie mogą oczywiście, całkowicie zadowolić wyjaśnienia, jakie artyści epok późniejszych znajdują dla sztuki przeszłości. Głębokie i wszechstronne ujęcie zjawiska artystycznego osiągnie on dopiero na podstawie perspektywy historycznej, w której poszczególne okresy, mistrzowie i arcydzieła mają stałe swoje miejsce. Dlatego też nie należy wiedzy o sztuce i samej sztuki traktować jako jedno zagadnienie: drogi ich biegną jedynie równolegle obok siebie i   powinny utrzymywać   bliski   kontakt.
Badania ściśle naukowe jednak wówczas tylko będą wnikliwe i pożyteczne, gdy historyk uświadomi sobie, że i w jego pracy tkwi również pierwiastek autentycznej twórczości.

No Comments

Wstęp cz.4

ogólne

Mozaiki, którą układa się z drobnych, szklanych kamyków, nie można modelować w miękki sposób. Natomiast teza, że drobne, barwne plamki stapiają się w oku patrzącego w jedno - potwierdza się w pełni także i w przypadku czystych kolorów mozaiki i z pewnością uwzględniana była przez starych mistrzów. Malarstwo olejne polega natomiast na laserunku (zapominają o tym, niestety, malarze współcześni), gdzie barwne plamy zostają nakładane jedna na drugą i gdzie jedna przez drugą prześwieca. Laserunkiem można się zresztą doskonale posługiwać nie tylko wtedy, gdy chodzi o oddanie kolorytu lokalnego, lecz także wówczas, gdy zależy nam na uzyskaniu odcieni i świetlistości barw. Charakterystyczną cechą akwareli jest - jak sama nazwa wskazuje - woda, w której farba została rozpuszczona i doprowadzona do takiej przezroczystości, że prześwituje przez nią biały papier. Ta przejrzystość utrzymuje się nawet po wyschnięciu farby. Akwarelista próżno by się starał uzyskać silne i głębokie odcienie malarstwa olejnego, nigdy by też nie zdołał uzyskać takiego nasycenia barwy. Niczym natomiast niepodobna zastąpić akwareli, gdy chodzi o ukazanie powietrza, światła, wody lub atmosfery przenikniętej wilgocią.
Czyste linie, jak wiadomo, w naturze nie istnieją. Mimo to rysownik przez.kom-binacje linii odtwarza bryły, przestrzeń, a nawet powietrze, które otacza przedmioty. W tym celu albo układa linie w równoległe szeregi, tak, iż przechodząc jedna w drugą tworzą plamę, albo przedmioty liniami odgranicza, albo też giętkim konturem odtwarza ciało w ruchu.
Istnieje nieskończenie wiele rodzajów prowadzenia linii. Problem zasadniczy polega na tym, że narysowane linie mogą być odbierane jak bezpośrednie ślady ruchu ręki artysty, czy też mogą być podporządkowane rygorystycznym założeniom, za którymi artysta pozostaje niejako ukryty. Obu tym możliwościom rysunku odpowiadają liryka i epos w literaturze.
Obok trzech głównych dziedzin sztuk plastycznych istnieje jeszcze kilka pobocznych, spośród których największe znaczenie posiada płaskorzeźba. Już na pierwszy rzut oka widać wyraźnie jej pokrewieństwo i z rzeźbą i z malarstwem. Jest trójwymiarowa jak rzeźba, rozciągając się przy tym na płaszczyźnie jak obraz. Przez wzmocnienie trójwymiarowych form reliefu nie uzyskamy jednak rzeźby pełnowartościowej; podobnie jak przez odrysowanie konturów figur nie otrzymamy obrazu graficznego, gdyż linie te nie będą posiadały tej samej siły wyrazu co rysunek. Płaskorzeźba nie jest więc kompromisem pomiędzy dwiema dziedzinami sztuki, lecz przypomina raczej syntezę i można by ją porównać z pieśnią gdzie łączą się w jedno dźwięk i słowo,   muzyka i  poezja.
Historia sztuki nie może również pomijać sztuki dekoracyjnej i użytkowej. Problem ornamentu jest niezmiernie ważny dla właściwego zrozumienia rozwoju stylów. Wszystko, co w architekturze, plastyce i malarstwie, które mają bądź coś przedstawiać, bądź też sprostać wymogom jakiejś celowości, zostaje wyrażone jedynie pośrednio — w ornamentalnych wzorach i ozdobach objawia się w postaci czystej. Wprawdzie i w ornamencie znajdujemy niekiedy te same motywy roślinne lub zwierzęce co w malarstwie - lecz tracą tu one niemal całkowicie swe przedstawiające znaczenie, podporządkowane woli artystycznego ładu i dążeniu do ogólnego  kanonu  piękna.
Ornament przypomina kamerton: według niego nastraja się sztukę całej epoki. Zawiera on najwięcej elementów typowych i przeciętnych, rzadko tylko coś wybitnego. Wielcy mistrzowie nigdy nie uważali ornamentu za najważniejszy środek wyrazu i nieprzypadkowo też rozwijał się on najsilniej w początkach historii ludzkości, w czasach, gdy człowiek cały jeszcze poddany był władzy mitycznego marzenia.
W zasięgu architektury pozostaje meblarstwo - ściślej mówiąc, jest ono składową częścią pewnego odcinka architektury, czyli wnętrza. W czasach, gdy ludzie sypiali za ciężkimi zasłonami, łóżka budowano jak małe domki wewnątrz dużego domu. Dawano im fundament, małe kolumienki i dach. Od dawna też ci sami stolarze i cieśle, którzy budują i wyposażają domy, wykonują też meble. Także odzież od najdawniejszych czasów wchodzi w skład sztuki użytkowej. W niektórych epokach sięgała ona poziomu prawdziwej sztuki i wówczas, i istoty swojej, najbliższa była architektury. Nie przypadkiem jeden z pisarzy porównał szatę do skorupy ślimaka. W kroju odzieży wyrażone zostają życiowe potrzeby człowieka, konieczność ochrony ciała czy też nadania własnej postaci pożądanego wyglądu. Kapelusz jest nie tylko dachem, zabezpieczającym swego właściciela przed słotą i żarem słonecznym, wieńczy on także odzież i obramowuje twarz. Ozdabiane piórami kapelusze siedemnastowieczne i ich szerokie ronda były niejako odpowiednikiem szerokich, krochmalonych kryz, podobnie jak attyka budynku jest echem jego podstawy. Pióro mogło przypominać drzewo przed fasadą domu, wstążki - powiewającą na wieży chorągiew. W odzieży ujawnia się szczególnego rodzaju wyczucie ładu, materiału, linii i zestawień kolorystycznych. Lecz od architektury różni się odzież zasadniczo przede wszystkim dlatego, iż z ludzkim ciałem wiąże się w sposób bardziej bezpośredni. Z tego samego względu zbliża się do malarstwa portretowego i warto zwrócić uwagę, jak wielcy portreciści - nie wyłączając nawet młodego Rembrandta - ulegali urokom pięknej odzieży i malowanie portretu zaczynali od ubrania modela w stylowy kostium. Starożytni znali dziewięć Muz, ich liczba powiększyła się z biegiem czasu. W miarę rozwoju powstawały nowe dziedziny sztuki, a zasady twórczości artystycznej przeinaczały się pod wpływem nowych materiałów i środków wyrazu. W XV wieku została wynaleziona czy, ściślej mówiąc, ostatecznie wypracowana technika malarstwa olejnego. W wieku XVI, wskutek rozwoju miedziorytu, powstały nowe możliwości warsztatowe dla grafiki. W XIX wieku odkryto fotografię, która wkrótce miała uzyskać rangę prawdziwej sztuki. Nasze stulecie było świadkiem powstania filmu, który będąc jeszcze jedną odmianą malarstwa i sztuki aktorskiej, zdobył szerokie  uznanie.
Zależność sztuki, podobnie jak innych dziedzin kultury, od materialnych, czyli ekonomicznych podstaw życia społecznego ukazana została przez twórców marksizmu. „Według materialistycznego pojmowania dziejów, momentem historycznym, który decyduje w ostatniej instancji, jest produkcja i reprodukcja prawdziwego życia.” (Engels, List do Blocha, 21 września 1890). Tezę tę potwierdzają historyczne przykłady. Rozkwit sztuki greckiej w V wieku p.n.e., w okresie swoistej demokracji państwa niewolniczego, nie był możliwy w warunkach despotyzmu dawnego Wschodu, mimo iż jeden z egipskich władców widział źródło sztuki w naturze i szukał dla twórczości artystycznej realistycznych punktów wyjścia. We wczesnym, a także i w późniejszym średniowieczu kilkakrotnie podejmowano w Europie próby wskrzeszenia klasycznego antyku, ale dopiero w rozwiniętej gminie^miejskiej, w warunkach wczesnego kapitalizmu i przekształcania się społeczeństwa feudalnego w burżuazyjne, można było te próby i osiągnięcia poszczególnych pokoleń zespolić w jedną trwałą tradycję artystyczną. Stała się ona z kolei podstawą dla twórczości artystów epoki renesansu.
Co prawda, artystyczne wzloty i upadki w niektórych okresach historii sztuki nie były od ogólnego rozwoju społeczeństwa uzależnione bezpośrednio. O nierównomiernym rozwoju różnych form kultury pisał Marks: „Wiadomo, że pewne okresy rozkwitu sztuki wcale nie zależą od aktualnego stopnia ogólnego rozwoju społeczeństwa, a więc i od podstaw materialnych, które stanowią niejako szkielet jego organizacji”. Obok starożytnej Grecji, której dzieje Marks tu rozważa, znajdujemy i w historii sztuki nowszej szereg przykładów potwierdzających tę tezę. Malarstwo weneckie przeżywało okres rozkwitu w latach, gdy to potężne portowe miasto utraciło już część swych posiadłości i wpływy polityczne, a panowanie na morzach musiało oddać Niderlandom i Anglii. W Hiszpanii szczytowy okres rozwoju malarstwa i literatury przypada na czas narodowego upadku i załamania gospodarczego.
Engels pisał, że sztuka nigdy nie posiadała jedynie „pasywnego” charakteru: „Rozwój polityczny, prawny, filozoficzny, religijny, literacki, artystyczny etc. zależny jest od bazy ekonomicznej. Wszystkie te rozwoje oddziałują jednak na siebie nawzajem, a także na bazę ekonomiczną”. (List do Starkenburga, 25 stycznia 1894). W rozwoju człowieka sztuka odgrywa aktywną i normatywną rolę. Wielcy artyści nigdy nie ograniczali się do prostego odzwierciedlania rzeczywistości. Wielu z nich odnosiło się entuzjastycznie do prób rewolucyjnego przekształcania życia, do marzeń o szczęśliwej przyszłości całej ludzkości i zdradzało gotowość służenia tym celom z wyrzeczeniem się własnej osoby. Wymieńmy tu przede wszystkim Michała Anioła, „chłopskiego” Bruegla lub Daumiera, którzy swą twórczością artystyczną odpowiadali na aktualne, społeczne i duchowe problemy swojej epoki. Z artystów rosyjskich zwłaszcza „pieredwiżnicy” widzieli w sztuce środek walki o postępowe cele społeczne. Świadomość wpływu sztuki leży także u podstaw polityki kulturalnej w naszym socjalistycznym kraju. Sztuka wyrosła z pracy ludzkiej. Nawet w warunkach produkcji wielkoprzemysłowej zachowuje się pokrewieństwo pracy i twórczości artystycznej i dzięki temu każda wielka sztuka bliska jest świadomości ludu pracującego. W miarę rozwoju ustrojów klasowych sztuka w znikomym tylko stopniu dociera do mas ludowych;
podział pracy i komplikacje, jakim ulega warsztat artysty, bronią dostępu do wielu jej dziedzin. Dotyczy to w pierwszym rzędzie architektury: podejmowanie wielkich przedsięwzięć budowlanych, wymagających znacznych nakładów materialnych, przez długi czas pozostawało wyłącznym przywilejem najwyższych warstw społecznych. Podobna sytuacja wytworzyła się z biegiem czasu także na polu plastyki, a charakter sztuki we właściwym znaczeniu tego słowa ludowej utrzymany został niemal wyłącznie w poezji, pieśni, tańcu i rzemiośle artystycznym. Motywy ludowe przenikają muzykę Bacha, Beethovena, Chopina, Glinki i innych wielkich kompozytorów. W nowszych czasach twórczość ludowa krajów europejskich znajduje wyraz w sztuce dekoracyjnej, w ornamencie. Błędne byłoby jednak mniemanie, iż pomiędzy sztuką profesjonalną i ludową istnieją bariery nieprzekraczalne. Już Gogol ostrzegał przed zbyt ciasnym, zbyt powierzchownym traktowaniem tego problemu: „Pierwiastka ludowego nie osiąga się opisem sarafanu, lecz ludową postawą wobec życia”. W sensie tak szeroko pojętej ludowości najwięksi artyści minionych epok nawet w warunkach społeczeństwa klasowego mogli wyrażać artystyczne ideały szerokich mas narodu. W niemałej mierze przyczynił się do tego fakt, iż wielu znakomitych twórców wyszło z ludu i czerpało inspirację z doświadczeń własnego pracowitego życia. Z powyższych wywodów jasno więc wynika, że prawdziwie wielka sztuka zawsze była wyrazem twórczej pracy.
Wiadomo, że w miarę rozwoju środków produkcji wiele wynalazków rodziło nieprzewidziane początkowo skutki. Podobnie rzecz się miała i z artystyczną działalnością człowieka. Niekiedy realizacja z góry zamierzonego, wybitnego dzieła sztuki wyrastała ponad zadania, jakie artysta sam sobie postawił lub jakie przed  nim stawiała  klasa  panująca.
Nie oznacza to przecież wcale, by w sztuce można było pomijać wszelkie głębsze znaczenia, by artysta mógł się nie troszczyć o przewodnie idee swojej epoki. Według Engelsa dzieło sztuki zyskuje na wartości, jeśli własne poglądy twórcy ukrywają się w stworzonycn przezeń postaciach: „… tendencja musi sama wynikać z sytuacji i z akcji, nie należy jej wyłuszczać bezpośrednio”. (List do Minny Kautskiej, 28 listopada 1885). Największe zwycięstwo realizmu widział Engels w dziele Balzaka, który mimo swej sympatii dla arystokracji francuskiej okresu Restauracji wymownie ukazywał iej odrażającą ruinę, a swych bohaterów republikańskich darzył pozytywnymi cechami. Podobnie powstawały dzieła realistyczne innych także artystów: Velazquez i Rubens byli nadwornymi malarzami królów, Bernini i Borromini - architektami papieży, Watteau pozostawał w bliskich stosunkach z arystokracją paryską mimo to wszyscy ci twórcy bynajmniej nie zamykali swych idei w granicach światopoglądu swoich mecenasów. Wszystko, co obchodzi człowieka: poznawanie natury, uświadomienie sobie własnych możliwości, dążenie ku wyższym celom - wszystkie ludzkie marzenia i rozczarowania stać się mogą przedmiotem sztuki i podlegać artystycznemu kształtowaniu. Dzieło sztuki jest tym wybitniejsze, im pełniej odbija świadomość ludzką. Ustalony światopogląd stanowi oczywiście pożądaną bazę, ale nie oznacza to bynajmniej, by twórczość każdego artysty musiała się sprowadzać do określonych poglądów filozoficznych. Jeśli dzieło reprezentuje jeden tylko jakiś pogląd - utraci swą wartość z chwilą, gdy pogląd ten zostanie obalony lub zastąpiony innym.  Natomiast te dzieła, które duchową swoją treść uzyskały od samego twórcy i odznaczają się nieprzeciętnymi walorami artystycznymi, jak na przykład freski Giotta z kaplicy w Padwie lub kaplica Medici czy grafiki Rembrandta i Goyi, są jak niewyczerpane źródła: każde pokolenie znajduje w nich nowe przeżycia artystyczne, dla całej ludzkości stanowią wartości wieczne.

No Comments

Wstęp cz.3

ogólne

Obraz Liotarda Dziewczyna niosąca czekoladę jest całkowicie zgodny z duchem I, 1 XVIII wieku. Lecz gdy przypatrzymy się tacce w rękach dziewczyny, zwrócimy z pewnością uwagę na chłodną, obojętną, fotograficzną niemal dokładność. Wizerunkowi temu brak iskry prawdziwego dzieła sztuki. W martwych naturach I, 2 Chardina bliskość natury nie jest mniejsza, lecz w tym, co dostrzeżono w nich bezpośrednio, podkreślona została istota rzeczy; dzięki temu przypadkowo nagromadzone przedmioty wyglądają jak skonstruowana całość; ich piony i poziomy, stosunki światłocienia i barw uzupełniających doprowadzają do tego, że w obrazie widzimy wynik głębokich rozważań. Skromne przedmioty, służące do przygotowania mieszczańskiego posiłku, nabierają w naszych oczach powagi sprzętu ofiarnego.
Urocze i zwinne wydaje się ciało młodego Rybaka wyrzeźbionego przez Carpeaux. 1,3 Lecz i w tej postaci, podobnie jak u Liotarda, dominuje staranie o jak największą wierność wobec natury. Gdy z kolei dla porównania przyjrzymy się Niewolnikowi Michała Anioła, nie od razu zdołamy odgadnąć, co ta rzeźba przedstawia. Po- I, 4 czątkowo widzimy jedynie złom surowego marmuru, z którego wyzierają zarysy partii osobliwie napiętych. I dopiero stopniowo rozpoznając postać ludzką (a chyba każdy z patrzących potrafi tego dokonać), odnosimy wrażenie, że stanęliśmy jakby wobec cudu. Owo „non finito”, to, co nie zostało w pełni wypowiedziane, jest w dziele Michała Anioła o wiele bardziej istotne niż płaskie naśladownictwo w rzeźbie Carpeaux. Tworzywo przekształca się w żywą istotę, nie zatracając przy tym swoistych walorów, swoistego znaczenia materii.
W   rysunku   przedstawiającym   dojenie   krów, wykonanym   przez średniej   miary artystę   holenderskiego  z XVII   wieku,   wszystko  zostało starannie   uwidocznione:   krowa,   ludzie,   budynki, kaczki na stawie, zarośla i nieomal każdy liść  na drzewach.   Lecz wszystko  to  robi wrażenie protokołu, dopiero odcień dziecięcej naiwności  nadaje  mu   nieco  uroku  artystycznego.   Natomiast w   pejzażu   Rembrandta  to, co zostało ukazane, zdaje się powstawać tak jak w rzeźbie Michała Anioła, z pierwotnie nie zróżnicowanej   całości.   Potężna  grupa  drzew wygląda z daleka jak ogromny grzyb, z którego kształtu stopniowo dopiero wynurzają się gałęzie,    konary   i   pnie.    Przyrodę   Rembrandta przenika tchnienie życia, wydaje się  nam,  że w    nią   wkraczamy - nie   zapominając    przy tym,   że   przed’ oczami   mamy jedynie   kartkę papieru,   pokrytą plątaniną linii  i  plam. Budowle   także    różnią   się    pomiędzy   sobą swoistymi jakościami artystycznymi. Architekt I, 8    Gibbs w londyńskim kościele Saint Martin in the Fields zestawił klasyczny portyk ze szczytem wieży o tendencjach gotyckich, dlatego tez oba te motywy łatwo dają się w całości budowli wyróżnić. To rozwiązanie więcej mówi o znajomości różnych stylów architektonicznych niż o twórczych zdolnościach autora. Natomiast 7    Stasow w swojej  dzwonnicy z Grusino wrażenie strzelistości   przygotował już poprzez znajdujące się w dole kolumny, piętra zaś ściśle ze sobą połączył różnorakimi łukami.  Starannie wyważone proporcje tej  budowli,   przejście z ciężkiej podbudowy w wąską ostrą iglicę pozwalają nam podczas kontemplacji  przeżywać   czystą rozkosz  estetyczną.
Podobnie jak w innych dziedzinach sztuki, również i w architekturze obserwujemy stały ciąg rozwojowy, na który składają się próby, wzloty i upadki, lecz który zawsze przebiega w oparciu o pewne określone cechy, obowiązujące w każdym wypadku prawdziwej sztuki budowania. Zadaniem architektury jest przede wszystkim dostarczanie osłony dla życia i działalności ludzi. Najprostszy nawet budynek otacza zazwyczaj przestrzeń jakiegoś wnętrza i wyraża ją równocześnie swą formą zewnętrzną. Ten osobliwy dualizm, który historia sztuki nazywa architektonicznym problemem masy i przestrzeni, zawarty jest we wszystkich budowlach. Istnieją różne rozwiązania owego zagadnienia - na zasadzie bądź kontrastu, bądź harmonii i równowagi, bądź też przewagi jednej części nad innymi. W każdym razie dualizm ten stanowi specyfikę architektonicznych środków wyrazu i w nim odzwierciedla się owo „wyrażanie jednego poprzez drugie”, będące podstawą wszystkich dziedzin sztuki.
Wnętrza tworzy się dla ludzi, prawdziwych lub wyimaginowanych; od powszedniego dnia jednostki aż po uroczystości związane z życiem społecznym. Wszystko koncentruje się we wnętrzu, a wszystkie wymogi dotyczące życiowej potrzeby przestrzeni i swobody ruchów muszą znaleźć w zewnętrznej stronie budowli uzasadnienie tak konieczne, prawidłowe i logiczne, by się ostała wobec surowego osądu  ludzkiego oka.
Wnętrze budynku percypuje człowiek całą swoją istotą, jakby słyszał niekiedy echo przestrzeni; zewnętrzną natomiast stronę odbieramy głównie wizualnie. To wizualne wrażenie muszą usprawiedliwiać ważne, życiowe funkcje wnętrza. Oczywiście takie przedstawienie sprawy jest nieco uproszczone. Przechodzące z jednych w drugie budynki tworzą jak gdyby wewnętrzne ściany ulic i placów, z drugiej zaś strony - wnętrze budynku przykrywa niekiedy kopuła na wzór sklepienia niebios, a jego ściany bywają ukształtowane jak fasady. Mimo jednak tych zastrzeżeń stosunek pustego wnętrza do masywu zewnętrznej bryły budynku stanowi   zawsze  charakterystyczną cechę   architektury.
Stosunek architektury do materiału to problem jeszcze innego rodzaju. Budować można z kamienia, z którego rzeźbi się także posągi - czy z drewna, na którym się czasem i maluje.  Lecz żaden twórca, tak jak architekt, nie dostrzega ani nie umie tak ocenić siły zamkniętej w surowym materiale.  Od  najdawniejszych już czasów  usiłowali   budowniczowie  podporządkować ją swym  artystycznym  zamysłom, wiele też wynajdywali sposobów dla zwalczenia fizycznego oporu tworzywa. W pewnym sensie architekt przypomina pogromcę, który trzaskaniem z bata drażni zwierzę, a równocześnie poskramia je mocą swej woli. Prawdziwa natura materiału musi przejawiać się w budynku, jeśli ma on posiadać artystyczny wyraz.  Gzymsy muszą być spoczywające, sklepienia elastyczne,  kolumny podtrzymujące,  łuki wspinające się w górę,   kopuła zaś wieńczyć  musi całą budowlę.   Proste prawo przyciągania,  któremu  podlega materiał, w formie budynku  musi wypowiadać się zgodnie z poczuciem ładu,  zgodnie z rytmem życia człowieka. Im lepiej uda się to osiągnąć, tym wspanialsza wyda się budowla, tym bardziej przezwyciężone i doprowadzone do harmonii zostanie w niej wszystko, co w naturze stanowi dla człowieka przeszkodę, ciąży i przytłacza. Budownictwo,   które spośród wszystkich sztuk najbardziej jest związane z potrzebami powszedniego życia, dysponuje niezwykle dyskretną formą wypowiedzi. Nic się tu  nie nazywa po imieniu,   każdy motyw miewa różnorodne znaczenie, jedne formy uzupełniają drugie, te z kolei ściśle są związane z. pozostałymi. Kto zwiedził wiele miast i często podziwiał piękno tej lub owej zabudowy, ten wie, jaką siłę wyrazu mogą mieć te sterty głazów przemienione w dzieła sztuki. Jakże wymowne w swym milczeniu kamienne kolosy otaczają podróżnego ze wszech stron, świadcząc nie tylko o bogactwie czy ubóstwie swoich mieszkańców.  Na placach i ulicach wyczuwamy ponadto tchnienie myśli i  nadziei dawnych pokoleń oraz odwagi, jaka była potrzebna do wykonania tych  przedsięwzięć. Relacja o tym, czego ludzie w przeszłości spodziewali się od świata, a w szczególności o tym, co uważali za piękne i wzniosłe, dochodzi do nas w widokach miast, w fasadach ich budowli,  układzie okien i w ornamentach pokrywających mury. Spróbujmy wyjaśnić, co oznaczają te smukłe kolumny, ta ostro odcinająca się od tła nieba kopuła, czy ta potężna wieża, niemal przygniatająca stojący obok niej budynek: przekonamy się, że bardzo trudno jest przekształcić wrażenia architektoniczne w słowa i że trzeba by było w tym celu rozsupłać cały węzeł wespół ze sobą działających wyobrażeń, wspomnień i wzajemnych zależności. Mimo to, arcydzieła architektury niczym kroniki przekazują nam wiernie treść duchowego życia, jakie toczyło się w ich obrębie. John Ruskin w książce „Kamienie Wenecji” świetnie odczytał głęboki, ludzki sens tego wspaniałego miasta. Ten sam materiał, który służy do budowy domu, może również zostać wykorzystany przez rzeźbiarza. Lecz o ile w pierwszym wypadku kamień jedynie za pomocą elementów pośredniczących doprowadza nas do idei człowieka, o tyle w drugim jest nam ona dana bezpośrednio, jako że człowiek zawsze stanowił najważniejszy temat rzeźby. Twórczość rzeźbiarza polega na wydobywaniu wizerunku ludzkiego z bezkształtnego kawału gliny lub kamienia za pomocą energicznych ruchów ręki prowadzącej długo; patrzący ocenia jednak dzieło tylko wzrokiem. Rzeźbiarz ułatwia widzowi rozpoznanie przedstawionego ciała, gdyż prócz oglądania daje mu możliwość odebrania dzieła dotykiem. Realnemu i dającemu się zważyć ciężarowi nadaje odpowiedni wyraz przez zrównoważenie brył i płaszczyzn. Przekształcony w człowieka kamień pozostaje mimo wszystko kamieniem. Połyskliwy brąz przypomina naoliwione ciało atlety, marmur pentelicki jaśnieje niczym delikatna karnacja bogini, a sękate drewno przybiera postać owłosionego leśnego stworu, lecz patrzący doskonale pamięta, że ma przed sobą metal, kamień albo gałąź starego  drzewa.
Rzeźbiarstwo z istoty swej natury należy do sztuk plastycznych.  Diderot uważał je ,,za muzę silną lecz milczącą i w sobie zamkniętą”. Narzuca ono artyście większe ograniczenia niż inne rodzaje plastyki.  Barwa w rzeźbie nie ma takiego znaczenia jak w malarstwie,  również ruchu  nie oddają zazwyczaj rzeźbiarze tak żywo, jak malarze. Za to światło odgrywa w rzeźbie rolę nader ważną.  Dzięki grze świateł i cieni uzyskuje posąg artystyczne życie i nabiera plastycznej siły wyrazu. W przeciwieństwie do  malarstwa,   gdzie światło  istnieje jedynie w artystycznie  przekształconej formie, rzeźba operuje całą zmiennością światła prawdziwego, podporządkowanego odpowiednio opracowanej, odbijającej je powierzchni. Dzięki swej trójwymiarowości  i ścisłemu   powiązaniu z prawdziwym światłem,! rzeźba silniej  niż obraz działa na otoczenie.  Chcąc uniknąć wtopienia  posągu.] w przestrzeń rzeczywistą, co osłabiłoby wrażenie estetyczne, rzeźbiarze rezygnują z koloru i przyznają sobie mniej od malarzy swobody w oddawaniu ruchu; oczywiście nie może to oznaczać, iż ukazywanie prawdy nie obowiązuje jednakowo] w obu  dziedzinach.
Rzeźbiarz zazwyczaj wybiera dla swoich dzieł pozy stabilne i spokojne. Giovannj da Bologna usiłował wprawdzie w słynnym swoim posągu Uskrzydlony Merkury i wyrazić coś ulotnego i niestałego i kazał swojej figurze jedną tylko stopą ledwo[ dotykać ziemi. Wyrafinowane to rozwiązanie miało zapewne świadczyć o lekceważeniu wszelkich ogólnie przyjętych prawideł, lecz zbyt jest paradoksalne, aby mogto podważyć regułę przestrzeganą przez większość rzeźbiarzy. Główne zadanie rzeźbiarstwa polegało zawsze na utrwalaniu w statycznej for-•mie zjawisk „przemijających”, na odkrywaniu w elementach przypadkowych praw powszechnie obowiązujących i w przekształcaniu tego, co indywidualne -w typowe. Toteż wzniosłe w swojej prostocie posągi wielkich mężów należą do najszlachetniejszych form rzeźbiarskich. Pod jednym względem jest rzeźba na pewno wszechstronniejsza, bogatsza i bardziej skomplikowana od malarstwa. Oglądany z różnych stron, każdy przedmiot przeinacza się przecież do granic rozpoznawalności; w codziennym życiu niemal nie zwracamy na to uwagi, ponieważ interesują nas przede wszystkim niezmienne cechy zjawisk, według których je identyfikujemy. Rzeźbiarz natomiast w tej zmienności wyglądu przedmiotów trójwymiarowych znajduje czynnik, wzbogacający jego twórczość. Patrzący może oglądać statuę z wielu punktów, w całej jej różnorodności. Wrażenia, jakie rzeźba wówczas wywołuje, są zwykle wariacjami na temat jednego motywu, często też jedna z tych wariacji przeciwstawia się i przyćmiewa wszystkie pozostałe. Tak więc do rozważań dotyczących rzeźby dołącza się jeszcze problem czasu, przybliżając ją do muzyki. Możliwość oglądania rzeźby z różnych punktów nie wyklucza jednak wyznaczenia jednego z nich jako dominującego; domagał się tego zdecydowanie Hildebrand w książce o problemach formy plastycznej.
Nikomu dziś nie przyjdzie do głowy toczyć spory o prymat którejś z dyscyplin artystycznych. Lecz gdy twórcy renesansowi malarstwu składali najwyższe swe hołdy, oznaczało to, iż trafnie rozpoznali istotę jego charakteru. Malarstwem bowiem objąć można całą rzeczywistość, a Leonardo da Vinci z zachwytem wyliczał wszystkie dziedziny, jakie zostają udostępnione artyście przez „boską naukę malowania”. Dosłownie wszystkie zjawiska rzeczywistego świata, wszystkie wrażenia, fantazje i marzenia może uczynić malarz przedmiotem swego obrazu.
Podczas gdy rzeźbiarz przeważnie odziera życie z jego barwnej i radosnej osłony i ogranicza się do najbardziej istotnych elementów postaci modela, siła malarza zależy od wielości odbieranych przez niego wizualnych wrażeń, od wrażliwości jego siatkówki, umiejętności wchłaniania całym jestestwem bogactwa różnorodnych doznań i przetwarzania ich na artystyczne dzieła.
Oczywiście w malarstwie wrażenia bezpośrednie muszą tak samo jak w rzeźbie, ulegać artystycznemu przetwarzaniu. Rzeźbiarz myśli kategoriami kamienia i bryły, malarz - koloru, grafik zaś - linii i plamy. Niebezpieczeństwo niedoceniania materiału zagraża zresztą bardziej malarzowi niż rzeźbiarzowi. Artyści o skłonnościach do iluzjonizmu zwracali się przeważnie ku malarstwu. Najwybitniejszy krytyk rosyjski, Bielinski, twierdził, że malarza znacznie bardziej obowiązuje praca „według natury” niż poetę, który poddaje się fantazji. Niemniej wielcy mistrzowie wcale się tym nie przejmowali, że na ich obrazach można rozeznać poszczególne pociągnięcia pędzla, a linie na rysunkach przypominają kaligraficzne zawijasy.
Dwoisty sens przedstawiania polega w malarstwie na tym, że każda barwna plama na płótnie wiąże się w jeden rytm i harmonię z plamami i liniami sąsiednimi, a jednocześnie oznacza jakiś określony przedmiot i wyraża wszystko to, co przed artystą czy przed jego wewnętrznym wzrokiem znajdowało się w czasie pracy nad obrazem. Każde pociągnięcie pędzla, każdy rys na obrazie pozostaje więc płaski, wyrażając zarazem trójwymiarowy przedmiot. Odnosi się to zarówno do malarstwa nowożytnego, operującego wrażeniem przestrzennej głębi, jak i do malarstwa czasów najdawniejszych, gdy nie znano jeszcze perspektywy i ograniczano się do odtwarzania samych tylko kształtów postaci. Malarz posługuje się rozmaitymi materiami barwnymi w zależności od tego, jakie strony życia zamierza ukazać. Niektórzy artyści nie rozumieją swego materiału, nie czują go i sztuka ich  na tym cierpi.

No Comments

Wstęp cz.2

ogólne

Bezpośrednie przeżycia zmysłowe składają się, na równi z abstrakcyjnymi doznaniami duchowymi, na każde prawdziwe dzieło sztuki. Gdy którykolwiek z tych elementów ograniczamy lub nawet całkowicie eliminujemy, doprowadzamy do zubożenia sztuki. Ich współistnienie nie wyklucza jednolitości dzieła, która realizuje się w ten sposób, iż to, .co abstrakcyjne, percypowane jest w sztuce jako zmysłowe, w tym zaś, co zmysłowe, przejawia się abstrakcja. Jeden z tych elementów jest zawsze wywoływany przez drugi i nim przepojony. Arystoteles uważał, że podstawę twórczości poetyckiej stanowi metafora, w której jeden przedmiot wyrażony zostaje przez inny. Oba te przedmioty istnieją niezależnie obok siebie i dopięto z ich skonfrontowania zrodzić się może nowe znaczenie, posiadające siłę wyrazu artystycznego. Spróbujmy to wyjaśnić na Prostym przykładzie, którym posłużył się rosyjski lingwista Potebnia: Wyobraźmy sobie, że uderzył nas widok czarnego konia. Człowiek o abstrakcyjno-logicznym sposobie myślenia połączy słowo „koń” z pojęciem czarnej barwy i powie: -to jest czarny koń”, w najlepszym zaś razie „koń czarny jak węgiel” albo „jak smoła”, przy czym „węgiel” i „smoła” pojmowane będą jako ucieleśnienie poJęcia „czarny”. W pierwotnym okresie istnienia ludzkości, gdy przeważało myślenie Poetyckie, według powszechnych wówczas sposobów określania, porównano oy konia z inną żywą istotą:  z czarno-błękitnym  krukiem.   Przymiotnik „kary” wywodzi się z takiego właśnie oznaczenia „kruko-konia”. Obecnie, z biegiem czasu, obrazowa wymowa przymiotnika „kruczy” wprawdzie osłabła, początkowo jednak odznaczał się pełnią wyrazu artystycznego. Ponieważ zaś obraz „kruka” nie mieścił się całkowicie w obrazie „konia”, nowe to pojęcie, obok najważniejszego, czyli tożsamości barwy, posiadało inne jeszcze znaczenia. I tak - wychodząc z założenia, że kruk zdolny jest do latania - wyobrażano sobie też karego konia jako stworzenie  poniekąd   uskrzydlone.
Włoski filozof Giovanni Battista Vico uważa metaforę za małe opowiadanie (noveletta). Na przykład w znanym fragmencie poematu Puszkina „Eugeniusz Oniegin”: „po daninę pól wylatuje pszczoła z woskowej swej celi”. Pszczoła i jest najpierw wyobrażona jako’ władca, ściągający daniny od swych podwład- ; nych, by następnie sta^ się zamkniętym w celi mnichem, pobożnym i pracowitym. Ileż delikatnych odcieni zmysłowych doznań wibruje już w samym słowie „woskowa”! Oznacza ono nie tylko plaster miodu w ulu, lecz ponadto kojarzy się z obrazem mnicha i świec w jego celi, a może nawet i z bladą woskową barwą jego twarzy.   ¦
Metaforyczność, czyli przedstawianie jednej rzeczy za pomocą drugiej,  nieobca jest w pewnym sensie także sztukom plastycznym. W malarstwie i w rzeźbie nie chodzi jednak, tak jak w poezji, o zestawienie dwóch równoważnych  pojęć -lecz o oddanie określonego przedmiotu w określonym materiale za pomocą formy, i która nie tylko służy za środek przedstawienia,  lecz zachowuje również pewną i wartość samodzielną i poddana jest własnym prawom.
Przy ocenie dzieła sztuki ważne jest nie tylko to, co stanowi o jego podobieństwie ‘ do modela, lecz i to, co je od niego różni. Godne jest przecież podziwu za to, że przedstawiając jakiś  naturalny motyw,   nie jest zarazem jego mechaniczną od-, bitką i że głębiej’niż sam świat rzeczywisty umożliwia patrzącemu przeniknięcie tajemnic  natury. Chcąc  uprzytomnić  sobie znaczenie twórczości  artystycznej,   rozpocznijmy od całkiem prostego przykładu. Oto jeden z rysunków Delacroix: na pierwszy rzut oka widzimy na nim jedynie wężykowate linie; łączące się w osobliwy motyw, oraz rzucone gdzieniegdzie równoległe kreseczki. Z linii tych jednak formuje się i kształt tygrysa wczepionego w koński zad, dalej postać zamierzającego się na] tygrysa jeźdźca, wspiętego konia i wreszcie człowieka z mieczem, spieszącego na pomoc; tak powstaje scena dramatyczna, pełna ruchu, temperamentu i namiętności. Rysunek ten doskonale unaocznia, jak wskutek wzajemnego przenikania się obu wyżej omówionych elementów dzieło sztuki uzyskuje swój nieodparty wyraz.   Linie  na rysunku  Delacroix wyglądają w istocie jak krągłe zarysy  jakiegoś ornamentu, lecz pełny sens artystyczny osiągają dzi^jg ukazanemu motywowi. Żywa, dramatyczna scena przejmuje nas tak niezwykle, dlatego że artysta nie od rysował jej żmudnie i drobiazgowo, lecz utrwalił jej ruch na papierze niejako jednym tchem, w sposób równie gwałtowny jak owa walka. Architektura nie należy do sztuk plastycznych we właściwym znaczeniu tego słowa, lecz również i u jej podstaw znajdziemy metaforę. W pradawnych czasach nagrobki znanych ludzi przypominały ‘ogromne pagóry i miały obrazować rzeczy realnie istniejące. Nawet jeszcze o wiele później, w XVII wieku, przekształcano niekiedy komnaty pałaców w obrośnięte muszlami tajemnicze groty, jakby były mieszkaniem nimf. Nawet tak czyste pomniki architektury, jak świątynie greckie, katedry gotyckie czy zamki renesansowe, operują metaforą.  Kolumny greckie -to przecież kamienne podpory,  naśladujące dawne pnie drzewne, cała zaś świątynia,  siedziba bóstwa, jest artystyczną transpozycją mieszkania ludzi.   Również w architekturze nowożytnej spotykamy się z problemem metafory. Weźmy na przykład okno, składową część budynku. Z punktu widzenia samej tylko celowości musi ono stanowić otwór w murze, przez który dostaje się do wnętrza światło. Architekci jednak nawiązywali za pośrednictwem tych otworów do innych motywów, o odmiennym znaczeniu. Stąd wywodzi się rozmaitość okiennych form raz mogą one  przypominać antyczny łuk triumfalny,   raz portal  kościelny,   raz cyborium, raz portyk; w baroku wyobrażają otwartą paszczę jakiegoś zwierzęcia, w czasach  najnowszych  - okno w domu  mieszkalnym podobne jest do okna w wagonie kolejowym.  Błędne byłoby mniemanie, że drugi ów moment został przyłączony do pierwotnego wyobrażenia okna jako otworu w murze. W prawdziwym, twórczym ujęciu artystycznym oba te człony potraktowane są w żywej wzajemnej, współzależności. Łukowate okno nie jest już zwykłym otworem, aniłuk w ścianie - bramą pod którą przejeżdżali triumfatorzy, mimo iż nie przestajemy w oknie widzieć otworu przeznaczonego do wpuszczania do wnętrza światła; dostrzegamy zarówno wspaniałość łuku, jak i samoistny element budynku. Historia sztuki to nie tylko znajomość różnorodnych rezultatów ludzkiej działalności artystycznej. Jako  punkt wyjścia zrozumienia prawdziwej, wielkiej sztuki zakłada   ona   również   poznanie   podstawowych   kryteriów   estetycznej   oceny dzieła sztuki.  Postaramy się tu na kilku przykładach wyjaśnić różnicę pomiędzy mniej i bardziej wartościowymi artystycznie dziełami.

No Comments

Wstęp cz.1

ogólne

Według wyobrażeń starożytnych wszystkie sztuki, jak piękne siostry, tworzyły jedną rodzinę. Późniejszym badaczom już nie wystarczał ten pełen poezji obraz, wprowadzili więc na jego miejsce klasyfikację podobną do tej, którą Linneusz przyjął za podstawę swojego dzieła „Systema naturae”. Chodziło im przy tym raczej o to, aby sztu.ki rozdzielić, niż aby podkreślić ich wewnętrzne związki. Ponieważ jednak, podejmując próby wyodrębnienia poszczególnych dyscyplin artystycznych, przyjmowali odmienne założenia, wynikły między nimi poważne różnice zdań.
Najbardziej rozpowszechnił się podział oparty na stosowanych środkach wyrazu, wyróżniający sztuki przestrzenne i czasowe. Do pierwszego rodzaju zaliczono dzieła percypowane wzrokowo, określone przestrzenią liniami i barwami, do drugiego -utwory działające na słuch, operujące dźwiękami i słowami. Od najdawniejszych czasów architektura, rzeźba i malarstwo przeważnie stykały się ze sobą bezpośrednio, występując wspólnie w jednym dziele, jako że i malarzom, i rzeźbiarzom przypadało w udziale ozdabianie tych samych budowli. Te trzy dziedziny sztuki zostały w czasach późniejszych objęte przez tak zwane akademie sztuk pięknych, podczas gdy muzyka zachowała swój pierwotny związek z poezją. Wiersz odznacza się wyraźnie uchwytną muzycznością, w romancy dźwięk i słowo łączą się w jedno. Nie zachwiało tej ogólnie przyjętej klasyfikacji nawet istnienie takich sztuk, w których moment przestrzenny łączy się z czasowym, jak na przykład w dramacie lub w tańcu - ani takich, w których malarstwo, poezja i muzyka stapiają się w jedną całość, jak na przykład w operze.
Podział ten, utrwalony wieloletnią tradycją, zostaje zachowany i w niniejszej pracy, traktującej o architekturze, rzeźbie i malarstwie w ich historycznym rozwoju. Należy jednak wskazać na względność granic pomiędzy poszczególnymi dziedzinami sztuki i na wynikającą stąd również względność takiego usystematyzowania.
Można także dokonać podziału z uwagi na treści poddawane obróbce artystycznej. Wzajemne związki i relacje ulegną wówczas zmianie i uzyskamy dwie osobne dziedziny, sztuk przedstawiających (obrazujących) i nie przedstawiających. Do pierwszych należy malarstwo, rzeźba i literatura, do drugich - architektura i muzyka. Dla prześledzenia na przykład procesu pojawienia się w sztuce człowieka lub krajobrazu zmuszeni będziemy przeprowadzić porównanie malarstwa i rzeźby z literaturą tej samej epoki. Z drugiej strony, ten sam ideał estetyczny uwidoczni się w rytmie zarówno muzyki, jak i architektury danego okresu historycznego. Warto przypomnieć znane określenie architektury jako „zastygłej muzyki”. Teoretycy sztuki segregują jej gałęzie w różnoraki sposób, w zależności od tego, jakim  cechom oddają pierwszeństwo.
Lessing zwalczał opisowość, która w XVIII wieku stała się dla poezji i jej szczególnego charakteru poważnym zagrożeniem, i odrzucał pogląd o bliskości malarstwa i literatury; przestrzeń i czas były dla niego jedynymi kryteriami systematyzacji sztuk. Wzajemnym oddziaływaniem różnych sztuk na siebie zajmowali się już na wiele stuleci przed Lessingiem Chińczycy, nie podkreślali oni jednak różnicy, lecz podobieństwo  między malarstwem  i   literaturą.
Różne poglądy na ten temat panują również w nowszych czasach. Nie wydadzą się nam one jednak już tak skrajne, jeśli uwzględnimy przyczyny wpływające na powstanie tych czy innych przekonań. Z początkiem XIX wieku poszukiwanie wielkiej syntezy w sztuce rodziło skłonność do zacierania różnic pomiędzy rozmaitymi dyscyplinami, muzykę uznano wówczas za przewodnią dziedzinę sztuki. Wielu pisarzy, od romantyków poczynając, wypowiadało się na temat muzyczności poezji, a Delacroix i Fromentin .widzieli w muzyce podstawę malarstwa. W odpowiedzi powstał z końcem XIX wieku kierunek sprzeciwiający się temu zacieraniu granic, domagający się, aby każdy artysta szukał wyrazu za pomocą środków dla jego sztuki właściwych. Tendencje te prowadziły do pewnego rodzaju pedanterii, hamującej w konsekwencji prawdziwą działalność artystyczną. Z konfrontacji tych dwóch stanowisk: wyodrębniania lub stapiania w jedno wszystkich sztuk, dochodzimy do wniosku, iż „czystość środków artystycznych” nie jest bynajmniej kryterium decydującym o wartości dzieła sztuki. Nie jest istotne, czy się uznaje czy też przekracza granice pomiędzy poszczególnymi dziedzinami sztuki, ważny jest raczej stopień, w jakim odpowiadają one potrzebom artystycznego oddziaływania, oraz przyczyny, dla których artyści je łamią. W wypadku bowiem gdy naruszenie owych granic usprawiedliwione jest względami artystycznymi, przed autorem otwierają się ogromne możliwości wykonania dzieł bardziej wartościowych od takich, które powstałyby przy ścisłym ich przestrzeganiu, lecz bez prawdziwego zapału twórczego. Rzeźbiarz Paweł Trubeckoj, przedstawiciel „luźnych form”, atakowany jest po dziś dzień przez zwolenników „czystej rzeźby”. A przecież w „malarskości” jego prac, podobnie jak w dziełach Rodina, tkwi znacznie więcej witalnej siły, poezji, a w końcu także więcej plastycznego wyrazu niż w pracach tak „czystego” rzeźbiarza, jakim był na przykład Adolf von Hil-debrand.
Zanim przejdziemy do charakterystyki tych dyscyplin artystycznych, których historii poświęcona jest niniejsza praca, trzeba - dla należytego zrozumienia poszczególnych rodzajów sztuki - omówić jej niektóre ogólne właściwości. Od dawna już mówi się o dwóch tendencjach w sztukach plastycznych, z których jedną nazwano „naśladującą”, w ściślejszym znaczeniu” „przedstawiającą”, drugą zaś - „dekoratywną”, czyli „formalną”. Architekt rzymski Witruwiusz wskazał w swym dziele poświęconym architekturze dwie zasady: utylitarno-kon-struktywną oraz dekoratywno-artystyczną, które określił jako „celowość” i   „piękno”.
Niewątpliwie można w obrazie czy też budynku rozpatrywać obie te strony z osobna. Chcąc jednak pojąć istotę malarstwa i architektury, nie wolno dzielić jednolitej twórczości artystycznej na dwie odrębne i przeciwstawne czynności, nie wolno traktować dzieła sztuki jedynie jako sumy dwóch elementów. Dzieło architektury nie będzie dziełem artystycznym, jeśli najpierw zostanie pomyślane jako celowa konstrukcja, a potem dopiero ozdobione elementami dekoracyjnymi, które mogą się wówczas wydać czymś niepotrzebnym. Nie należy też wyobrażać sobie, że twórczy proces malowania polega raz na tworzeniu wartości duchowych w dążeniu do życiowej prawdy, a następnie - na doprowadzeniu tego, co zostało ukazane, do zgodności z pewnymi prawami formalnymi i wymogami stylu. Przy tego rodzaju przekonaniach pomija się jedność twórczości artystycznej, choć przez nią dopiero sztuka nabiera głębokiego, żywego sensu i odgrywa tak doniosłą rolę w życiu człowieka. W prawdziwym dziele sztuki najistotniejsza jest niepowtarzalna jedność wszystkich jego składników i różnorakie wzajemne ich na siebie oddziaływanie. Prawda jest tą właściwością, jakiej żądamy od sztuki przede wszystkim. Możność zagłębienia się w wyimaginowany świat powieści i zbliżenia się do jej bohaterów, niczym do żywych ludzi, sprawia nam radość i przyjemność. Od wszelkiego rodzaju przedstawiania - nie tylko plastycznego - domagamy się, aby było rozpoznawalne i zgodne z naturą. Starożytni te dzieła cenili najwyżej, które robiły wrażenie żywych istot. Lecz jednocześnie absurdem by było uważać odbicie w lustrze za ideał malarstwa, czy odlew - za ideał rzeźby.

No Comments